środa, 23 grudnia 2009
Wielki mistrz wraca na tor

Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem F1. Gdy słyszałem jednak nazwisko Michael Schumacher od razu przed oczami miałem wielkiego mistrza. Doskonale pamiętam wspaniałe wyścigi Niemca. Przygodę z F1 rozpoczął w 1991 r. i kontynuował do 2006 r. W tym czasie siedmiokrotnie zostawał Mistrzem Świata. Dwukrotnie był drugi i trzykrotnie trzeci w generalnej klasyfikacji. Jakby nie patrzeć, Schumacher to wielki mistrz.

Schumacher

Dzisiaj okazało się, że Schumacher wraca do świata F1. W najbliższym sezonie będzie jeździł w teamie Mercedes GP. Dla mnie to spory szok...

Powroty wielkich legend do sportu nie zawsze dobrze się kończą. Schumacher, gdy odchodził był w ścisłej czołówce. Teraz może już nie być tak dobrze. Czy jeśli w najbliższym sezonie coś mu nie wyjdzie to pojawi się wyraźna rysa na jego legendzie? Jeśli zawodnik odchodzi w pełni chwały to piękna sprawa. Jak mówią słowa pewnego utworu: "trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym". Obserwując kariery wielkich sportowców można łatwo zauważyć, że to nie jest takie proste. Albo zostają w sporcie do czasu aż ktoś ich brutalnie nie usadzi na ziemię, albo odchodzą w chwale, a później wracają i nie błyszczą jak za najlepszych lat. Jak będzie z Schumacherem? Nie chce bawić się w czarnowidza, ale...

sobota, 12 grudnia 2009
Prawdziwy "Dominator"!

Mariusz Pudzianowski okazał się prawdziwym Dominatorem. Bezlitośnie zniszczył Marcina Najmana i potrzebował na to zaledwie 44 s.

Pudzian MMA

Zacznę jednak od wydarzeń z przed walki. Całość to dla mnie kolejny mało potrzebny cyrk, ale przy tym strasznie medialny. Dowodem na to jest obecność bardzo wielu vipów na trybunach na czele z Panem Mroczkiem (nowy fan MMA?). To po prostu kolejne "igrzyska dla ludu" tej jesieni.

Przed starciem z obozu Najmana słyszałem jedynie ostre przechwałki El Testosterona. Gdyby za same słowa przyznawano tytułu to byłby już jakimś arcymistrzem. Przez takie głupie gadanie zyskiwał tylko anty-fanów, a Pudzian jeśli już coś mówił to w sposób prosty i dowcipny. Dzięki temu zjednywał sobie ludzi. Było to szczególnie widoczne po przywitaniu jakie publiczność zgotowała wojownikom tuż przed walką.. Z obozu Pudziana w czasie przygotowań słychać było o wielkich postępach na treningach i o tym, jak to kolejni sparingpartnerzy padają jak muchy pod siłą Pudzianowskiego. Nie wiedziałem czy w to wierzyć, bo w celu podgrzania atmosfery można przecież wiele mówić.

Nie miałem przed tym starciem swojego faworyta, bo mieć po prostu nie chciałem (powód - drugi akapit). Najman to co najwyżej średni bokser, ale wiedziałem, że jakąś technikę posiada. Pudzian znany jest z noszenia niezwykle ciężkich rzeczy i było pewne, że swoją masą oraz siłą przytłacza rywala. Nie wiedziałem tylko jak z jego techniką i kondycją. To były dla mnie dwa największe mankamenty Pudzianowskiego.

Pora przejść do dania głównego, czyli samego starcia. Mimo, że było niezwykle krótkie to nawet sporo się wydarzyło. Pierwsze sekundy były spokojne i raczej badawcze. W 23 s rozpoczął się jednak "Pudzian show". Mocny low kick, który wyraźnie odrzucił Najmana. Później kilka poprawek i El Testosteron znalazł się w parterze. Tam Pudzianowski dopadł do rywala i zmasakrował go swoimi pięściami niczym młotami. Sędzia dbając o zdrowie masakrowanego zdecydował się przerwać walkę w bohaterski sposób rzucając się na Pudzianowskiego. Cały pojedynek trwał 44 s, a zmasowany atak Pudziana zaledwie 21 s. Dominator udowodnił, że ten pseudonim nie jest przypadkowy. Zmiażdżył przeciwnika niesamowitą siłą. W jego akcjach zbyt wiele techniki nie można było jednak dostrzec. Te low kicki przypominały bardziej kopanie psa na podwórku, albo menela pod sklepem monopolowym. Były jednak nieziemsko mocne i zadawane w wielkim szale bojowym. Na dodatek przy ich wyprowadzaniu Pudzian zupełnie opuścił gardę. Najman jednak nie był w stanie tego wykorzystać. Takie błędy można wytykać zwycięscy, ale fakt jest jeden - zmiażdżył swojego rywala. Osiągnął wyznaczony cel, a sposób w jaki do niego doszedł jest mało istotny.

Czy Pudzian ma szansę na karierę w MMA? Wczorajszym pojedynkiem zrobił furorę i postawił pierwszy, bardzo ważny krok. Najman nie był oczywiście rywalem z górnej półki, ale to zawsze coś. Jeśli Pudzianowski chce osiągnąć więcej musi cały czas czas ciężko pracować na treningach i zyskiwać niezwykle cenne doświadczenie oraz swego rodzaju okrzesanie ringowe. Bez tego będzie ciężko. Inny rywal może wykorzystać brak gardy u naszego herosa...

Pisząc o wczorajszej gali nie sposób nie wspomnieć o pozostałych, wspaniałych walkach KSW. Spore wrażenie zrobiło na mnie dwóch Anglików - James Zikic i Dean Amasinger. Ten pierwszy walczył z Danielem Dowdą. Polak usilnie szukał zejścia do parteru, ale Zikic wolał walczyć w stójce i na tym polu wypunktował naszego rodaka dzięki czemu zwyciężył przez jednogłośną decyzję sędziów. Amasinger walczył z Maciejem Górskim i już w pierwszej rundzie wygrał przez duszenie gilotynowe. Na następnej gali o mistrzostwo KSW zmierzą się Konstantin Gluhov i David Olivia. Szczególnie ten drugi to ciekawy zawodnik. Posturą przypomina bardziej zapaśnika sumo. Posiada jednak wielką siłę i dobrze radzi sobie w parterze. Dzięki temu utorował sobie drogę do finału pokonując po drodze Wojciecha Orłowskiego i Daniela Omielańczuka. Na koniec wczorajszego wieczoru oglądaliśmy jeszcze walkę o mistrzostwo poprzedniej KSW. Na przeciwko siebie stanęli Vitor Nobrega i Aslambek Saidov. Do wyłonienia zwycięscy potrzebna była dogrywka. Nobrega rewelacyjnie radził sobie w partnerze i to on ostatecznie zdobył mistrzostwo. Saidov jednak też zasłużył na brawa za to starcie.

PS. Kolejny raz przekonałem się, że Konfrontacja Sztuk Walki to naprawdę fajna impreza.

sobota, 05 grudnia 2009
Pudło Małysza

Nasz Orzeł kolejny raz udowodnił, że był, jest i na zawsze pozostanie wielkim skoczkiem. Dzisiaj Adam Małysz zdołał wskoczyć na kolejne podium w swojej karierze. W norweskim Lillehammer najpierw skoczył 127.5 m, a później 134.5 m. Dzięki temu uplasował się na trzeciej pozycji. Wygrał Gregor Schlierenzauer (125.5 m i 141 m!), a drugie miejsce zajął jego rodak Thomas Morgenstern (130 m i 134 m).

Malysz

Niespodziewałem się tak dobrego występu Małysza, dlatego cieszę się podwójnie. Przed sezonem słyszałem, że nasz Adaś jest w formie i może trochę namieszać. Przestraszyłem się jednak po pierwszym konkursie, gdzie Małysz nie przebrnął nawet przez kwalifikacje. Wszyscy mówili, że to tylko i wyłącznie przez beznadziejne warunki atmosferyczne, ale ja i tak się bałem, że to zwiastuje koniec "Wielkiego Małysza". Dzisiaj już jednak wiem, że ten nasz Małysz zawsze będzie wielki i groźny dla rywali!

Zaczynam powoli wierzyć w jakąś mała niespodziankę na przyszłorocznych Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver...

niedziela, 15 listopada 2009
Manny Pacquiao jest wielki

Mierzy zaledwie jakieś 170 cm wzrostu. Mógłbym spojrzeć na niego z góry. Nie zmienia to jednak faktu, że Manny Pacquiao jest wielki. Jest po prostu wielkim pięściarzem.

W nocy rywalem Pacquiao w walce o tytuł mistrz świata federacji WBO wagi półśredniej był Miguel Cotto. Panowie zaserwowali nam solidną dawkę dobrego boksu. Popularny Pac Man cały czas sprawiał lepsze wrażenie i dwukrotnie posłał rywala na deski. Znowu czarował niesamowitą szybkością. Pojedynek zakończył się w 12 rundzie. Po kolejnej, niesamowitej serii Filipińczyka sędzia ringowy przerwał walkę. W sumie szkoda, że Cotto nie dotrwał już do końca. Porażka na punkty zawsze inaczej wygląda niż porażka przez nokaut. Sędzia brał jednak pod uwagę jego bezpieczeństwo i dlatego przerwał przed czasem.

Ostatnia runda tego pojedynku wyglądała tak:

Pacquiao to naprawdę niesamowity gość. Przeskakiwał między różnymi kategoriami wagowymi i wszędzie zdobywał mistrzostwo. Siedem kategorii i siedem tytułów mistrzowskich. Ja zawsze podziwiałem jego niesamowitą szybkość wyprowadzania ciosów. Poezja. Pac Man obecnie legitymuje się bilansem walka 50-3-3. Warto przy tym zaznaczyć, że ostatni raz przegrał w marcu 2005 roku z Erikiem Moralesem (na punkty). Trzy lata później doszło jednak do dwóch rewanżów i za każdym razem Pacquiao nokautował rywala.

Pacquiao

Co raz głośniej się mówi, że następnym rywalem Pacquiao ma być Floyd Mayweather Jr. Sam Pac Man mówi, że teraz zależy mu już tylko na walce z Amerykaninem. To może być naprawdę nieziemskie starcie z jeszcze bardziej nieziemskimi pieniędzmi w tle. Mayweather do tej pory nie znalazł pogromcy na zawodowym ringu (bilans 40-0), a Pacquiao na pewno będzie chciał to zmienić. Chociaż z drugiej strony trochę mi żal. Do ringu wejdzie dwóch wielkich gladiatorów, a "z tarczą" zejdzie tylko jeden. No, ale boks zawodowy na tym właśnie polega i tego typu wydarzenia najbardziej elektryzują ludzi...

niedziela, 08 listopada 2009
Przyczajony tygrys nowym mistrzem

Wczorajszy pojedynek Nikołaj Wałujew vs. David Haye o mistrzostwo federacji WBA to była naprawdę dziwna walka. Obydwu pięściarzy dzieliła niesamowita przepaść warunków fizycznych. Niestety sam pojedynek do wielkich widowisk nie należał. Wiało nudą. Bałem się, że zasnę, ale na szczęście wytrzymałem. Zawodnicy "angażowali się w walkę, jak aktorki filmów porno w dialogi". Hayemaker wcześniej głośno mówił jak to powali Rosyjskiego Giganta dodatkowo obrażając  swojego rywala. W ringu jednak jego słowa nie przełożyły się w czyny.

Wiadomo, że z Wałujewem ciężko wchodzić w otwartą wymianę ciosów. Na niego trzeba mieć jakiś sposób. Haye też starał się tak robić. Nie rzucał się, ale czekał. Był jak przyczajony tygrys. Szkoda tylko, że to przyczajenie stanowczo wzięło górę nad dzikością tygrysa. Momentami to nawet wyglądało jakby usilnie unikał walki i chciał uciec z ringu. Natomiast Rosjanin cały czas boksował spokojnie, konsekwentnie i przede wszystkim pamiętał o obronie. Widowiskowe to nie było, ale na pewno wyprowadził więcej ciosów od swojego rywala. Nieźle wyglądała jedynie ostatnia runda. Haye był trochę bardziej agresywny i raz tak trafił Wałujewa, że ten widocznie się zachwiał.

Obiektywnie patrząc to w tej 12-rundowej wymianie uprzejmości lepsze wrażenie zrobił na mnie Wałujew. Był na pewno aktywniejszy. Sędziowie jednak bardziej docenili Haye i to jemu podarowali punktowe zwycięstwo oraz pas mistrza. Werdykt mocno kontrowersyjny. W grudniu ubiegłego roku uważałem, że Evander Holyfield był lepszy od Wałujewa, ale sędziowie dali zwycięstwo Rosjaninowi. Teraz było na odwrót. Wałujew był lepszy, ale przegrał. Jak pokazują te przypadki boks zawodowy to chyba jeden, wielki biznes i nie zawsze rządzą nim prawa czysto sportowe. Może Bestia ze Wschodu już się znudziła i trzeba było znaleźć nowego mistrza?

Haye

niedziela, 25 października 2009
Góral obił Andrew

Walka Stulecia już za nami. Trwała 5 rund...

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy na ringu to zupełnie różna postura dwóch naszych wspaniałych pięściarzy. Andrzej Gołota zrobił się chyba jeszcze bardziej "misiowaty", a Tomasz Adamek wyglądał przy nim dość mizernie. W samej walce ta różnica okazała się atutem tego drugiego. Góral boksował szybko i mądrze (czyli tak jak zawsze...). Unikał zwarć, a Gołota nie nadążał za jego ciosami. Taki styl pozwolił Adamkowi uzyskać przewagę juz na początku walki, a później tylko dokończyć dzieło zniszczenia. Momentami obijał swojego swojego rywala niczym worek treningowy. Dla Gołoty to było zbyt dużo i sędzia przerwał walkę w piątej rundzie. Co można napisać o stylu Andrew? Na pewno był stanowczo za wolny. Jego ciosy stawały się przez to czytelne. Wyglądało to jakby wielki niedźwiedź chciał pacnąć łapą szybkiego królika. Na dodatek w serii wyprowadzał jedynie ze dwa ciosy, a to na Adamku nie robiło wrażenia. Wydaje mi się również, że za mało szukał zwarcia.

Golota vs. Adamek

Nie ukrywam, że bardzo szkoda mi Gołoty. Dla mnie to zawsze będzie legenda. Nigdy nie zapomnę jego starć z Riddickiem Bowe. Ten człowiek miał ogromny potencjał i gdyby miał też więcej rozumu to byłby prawdziwym królem. Niestety jego gwiazda nigdy nie zapłonęła pełnym blaskiem. Pozostał niespełnioną Wielką Nadzieją Białych.  Nie należy również zapominać, że to on w USA przetarł szlak właśnie Adamkowi. Teraz ma już 41 lat, zdrowie nie to, więc raczej powinien usunąć się w cień...

Adamek udanie wystartował w wadze ciężkiej i teraz otwarcie mówi o podboju "królewskiej kategorii". Bardzo chciałbym, żeby tak się stało, ale boję się, że Góral zostanie w pewnym momencie brutalnie sprowadzony na ziemię. Nie wiem czy ma odpowiednie warunki, żeby mierzyć się z najlepszymi w wadze ciężkiej. Z drugiej jednak strony jest niezwykle ambitny oraz pracowity i właśnie tym może starać się nadrabiać różnice, ale czy to wystarczy?

sobota, 24 października 2009
Niepotrzebna "walka stulecia"

Już tylko godziny dzielą nas od wielkiego pojedynku Andrzej Gołota vs. Tomasz Adamek. Nie ukrywam, że nie byłem i nie jestem zwolennikiem tego starcia. Dla mnie to niepotrzebny cyrk.

Gołota - Adamek

Obydwaj pięściarze, oprócz pieniędzy, za wiele nie mogą na tym zyskać. Gołota jest już na zupełnym finiszu swojej barwnej kariery. Szans na podój światowego boksu miał już kilka. Teraz nawet jeśli zmasakruje Adamka to raczej nic z tego nie będzie miał. Wątpię, żeby dostał kolejną ofertę walki o najwyższe cele. Natomiast Góral może zyskać trochę więcej. To będzie dla niego pierwsze przetarcie w wadze ciężkiej. Chociaż uważam, że mógł na początek wybrać sobie zupełnie innego przeciwnika. Inna sprawa, że według mnie w ogóle nie powinien zmieniać kategorii wagowej. Adamek jakoś mi nie pasuje do "królewskiej wagi".

Kto, w takim razie, najwięcej zyska na tym całym show? Bez wątpienia Polsat, czyli organizator całej gali. To jest cyrk, który ludzie z ogromną chęcią będą oglądać. Widzowie dostają to, co w głębi duszy chcą zobaczyć. Dlatego okrzyknięto ten pojedynek "Walką Stulecia". Coś jak Igrzyska w starożytnym Rzymie. Polsat dodatkowo świetnie wszystko promuje. O całej gali jest bardzo głośno w mediach oraz niemal wszyscy o tym rozmawiają. W takich okolicznościach bilety do łódzkiej hali zostały szybko wyprzedane. Oglądalność w TV też zapewne będzie na bardzo wysokim poziomie. Tylko na jakim poziomie będzie sama walka?

niedziela, 04 października 2009
Brązowy kolor też ładny

Pamiętam jak bardzo smakowało mi złoto na Mistrzostwach Europy siatkarek w 2003 i 2005 roku.

W tym roku miałem cichą nadzieję na powtórkę z rozrywki. Apetyt szczególnie wzrósł po zwycięstwie nad Rosją oraz awansie do półfinału.

W 1/2 finału nasze panie zebrały jednak holenderskie baty. Reprezentacja Holandii była po prostu lepsza i wygrała 1:3. Bolą szczególnie dwa pierwsze sety oddane niemal bez walki.

Dzisiaj jednak biało-czerwone pokonały reprezentację Niemiec, w meczu o brąz, 3:0. To zwycięstwo naprawdę bardzo mnie cieszy. Trzecie miejsce na Mistrzostwach Europy przyjmuję z wielką radością i uważam za duży sukces. Szczególnie biorąc pod uwagę problemy trenera oraz kontuzje. Apetyt został tym razem jednak zaspokojony. Okazało się, że brąz też jest piękny.

polskie siatkarki

piątek, 02 października 2009
Dziewczyny pokazały charakter

Po bolesnych batach od Holandii na Mistrzostwach Europy nastroje nie były najlepsze. Później nasze panie znacznie się poprawiły i teraz są wśród czterech najlepszych ekip Starego Kontynentu.

Najpierw było wspaniałe zwycięstwo nad Rosją, które dało potrzebną nadzieję. Wczoraj cały plan został dopełniony. Nie wszystko jednak zależało od nas. Nasz los był w rękach Holandii. Pomarańczowe jednak nie zawiodły i po wspaniałym meczu pokonały Rosję. Nasze dziewczyny musiały tylko rozprawić się z grającą o nic Bułgarią. O dziwo nie było łatwo. Rywalki grały na luzie i stawiały bardzo twardy opór. Od początku nie szło Polkom. Zaczęły mnie nawet nachodzić czarne myśli. Wszystko jednak zakończyło się happy endem. Nasze siatkarki pokazały charakter. Wygrały mecz, który wyraźnie im się nie układał. Podobno po tym poznaje się właśnie najlepsze drużyny. Świetne zawody rozegrała Joanna Kaczor, która niszczyła rywalki morderczymi atakami w najważniejszych momentach. Na mnie spore wrażenie zrobiła też Aleksandra Jagieło. Potrafiła silnie i celnie uderzyć. Brawo dla naszej reprezentacji!

siatkarki

W półfinale los po raz kolejny skrzyżował nas z Holenderkami. Sporo im zawdzięczamy, ale to nie oznacza, że nasze dziewczyny od razu zejdą z parkietu. Muszą wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, nawiązać wyrównaną walkę i nawet pokusić się o zwycięstwo. Głęboko wierzę, że tak się stanie. Holandia jest faworytem, ale w sporcie przecież wszystko może się zdarzyć. Szczególnie w siatkówce kobiet. W razie, gdyby jednak się nie udało to i tak nie będę rozpaczał. Pozostanie walka o brąz co i tak będzie dużym sukcesem.

PS. Kolejny raz się przekonałem, że siatkówkę w żeńskim wydaniu można oglądać. Nie ma tam piłek latających z prędkością światła, dzięki czemu można wszystko dokładnie zobaczyć. Nie ma też straty, której nie można odrobić i właśnie to podoba mi się najbardziej. Nie wspomnę już nawet o walorach widokowych ;).

poniedziałek, 14 września 2009
Mistrzostwo Europy!!!!!!!

Nasi siatkarze są wielcy!!!!!!!!!!

Mistrzostwo Europy

Przed turniejem nie spodziewałem się wielkiego sukcesu. Słyszałem o kontuzjach ważnych zawodników i to mnie martwiło.

Tymczasem na samych zawodach nasi siatkarze stopniowo pokonywali kolejne przeszkody. Były cięższe momenty, ale zawsze wychodzili z nich obronną ręką. Pojawiły się głosy, że dlatego tak im dobrze idzie, bo mają łatwiejszą drabinkę. Polacy zaprzeczyli temu ogrywając Bułgarów 3:0 w półfinale. W drugim półfinale Francja niespodziewanie ograła Rosję 3:2 udowadniając tym samym, że teoria o słabszej drabince to śmieszna bajka.

Przed samym finałem z Francją wierzyłem w końcowy sukces. Rywale byli przecież zmęczeni wyczerpującą, pięciosetową walką z Rosją w półfinale. Poza tym ostatnio już dwa razy ograliśmy Trójkolorowych. Grę o złoto rozpoczęliśmy od spokojnego zwycięstwa w pierwszym secie, a później dołożyliśmy zwycięstwo w drugim i zrobiło się 2:0. W trzeciej odsłonie zrobiło się źle i Francuzi nas zniszczyli. Wtedy przez moją głowę przeszedł cień zmartwienia. W siatkówce, podobno, jeśli przy 2:0 nie wygrywa się 3:0, to się przegrywa 2:3. Całe szczęście naszych siatkarzy to powiedzenie nie obowiązywało, bo wygrali kolejnego seta, a całe spotkanie 3:1. Tym samym zostali MISTRZAMI EUROPY i zakończyli cały turniej bez porażki!!!!!!!

Coś pięknego!

Najlepszym siatkarzem całego turnieju został Piotr Gruszka. Nie ma co się dziwić, gdyż Polak w każdym spotkaniu wręcz bombardował rywali. Natomiast rola najlepszego rozgrywającego przypadła Pawłowi Zagumnemu. Co ciekawe, Zagumny wykazał się wspaniałym gestem. Na dekorację wyszedł w koszulce Sebastiana Świderskiego, którego zabrakło na Mistrzostwach Europy z powodu kontuzji. Brawo!

Na koniec, dla naszych siatkarzy i wszystkich kibiców:

 

 
1 , 2 , 3
Blogi Sportowe

Skopiuj CSS