niedziela, 11 października 2009
Ćwir, ćwir...

Moda ćwierkania wreszcie mnie dopadła i wczoraj założyłem swojego Twittera.

Mój login to mac_3_. Mój twitter znajduje się pod tym adresem - http://twitter.com/mac_3_

Po prawej stronie bloga dodałem gadżet, który pozwala śledzić moje wpisy z Twittera bezpośrednio na blogu.

O czym będę ćwierkać? O wszystkim ;).

sobota, 10 października 2009
Praga nie zdobyta, kolejna porażka

Selekcjoner Stefan Majewski oblał pierwszy egzamin. Zbyt wielu poprawek raczej mieć nie będzie...

Czesi nie grali jakiegoś genialnego futbolu, a i tak wygrali 2:0. W pierwszej połowie to nawet Polacy mieli więcej z gry. Obrona naszych rywali była jakaś taka niemrawa i mogliśmy tworzyć sobie niezłe sytuacje. Niestety zabrakło tego co najważniejsze, czyli bramek. Druga odsłona to już o wiele lepsza gra naszych południowych sąsiadów. Zaowocowało to dwiema bramkami. Tym razem to nasza obrona była niepewna i przestraszona. Czesi skutecznie to wykorzystali. Szkoda, bo wydaje mi się, że można było ugrać w tym spotkaniu remis...

Tym meczem biało-czerwoni na pewno nie zmazali plamy po ostatnich fatalnych występach...

piątek, 09 października 2009
Wspomnienie Leo Beenhakkera

W polskiej piłce era trenera Leo Beenhakkera już minęła. To wszystko trwało aż 3 lata. W tym czasie było mnóstwo wzlotów i upadków.

Leo

Początki Beenhakkera na stanowisku selekcjonera nie były wcale udane. Zaczęło się od porażki w sparingu z Danią. Później było nawet jeszcze gorzej. W pierwszym meczu eliminacji do EURO 2008 zebraliśmy srogie baty od Finlandii na własnym terenie. Później udało się tylko zremisować z Serbią i po dwóch pierwszych meczach eliminacyjnych mieliśmy zaledwie 1 pkt. Pojawiły się wyraźne głosy zwątpienia w holenderskiego szkoleniowca. Na szczęście przyszła jesień, a w raz z nią pozytywna zmiana. Najpierw Polacy wymęczyli zwycięstwo nad Kazachstanem. Rezultat raczej nikogo nie zachwycał. Przyszedł jednak wreszcie 11 października 2006. To był magiczny wieczór dla polskiej piłki.Polacy podejmowali na Stadionie Ślaskim wielkiego faworyta jakim była Portugalia. Okazało się wtedy, że też potrafimy grać wielką piłkę i niespodziewanie wygraliśmy 2:1. Bardzo często wracam myślami do tego pojedynku. Po prostu tak dobrze grającej reprezentacji nigdy w swoim życiu nie widziałem. Uwierzyłem, że mamy potencjał i jesteśmy w stanie nawiązać walkę z najlepszymi. Za to będę zawsze wdzięczny Beenhakkerowi.

Zwycięstwo nad Portugalią okazało się prawdziwym przełomem. Leo został uznany za niemal półboga i poczuł plecy w postaci całego spoełeczeństwa. To całe przekonanie zostało utrwalone po serii dobrych meczy w rezultacie, których wywalczyliśmy awans na EURO. Warto przypomnieć – pierwszy raz w historii wywalczyliśmy taki awans. To fakt dodał jeszcze większej wiary w Holendra. Później, niestety, było juz tylko gorzej. Nieudane ME oraz wręcz katastrofalne eliminacje do MŚ'2010 (mimo wspaniałrego zwycięstwa nad Czechami). To wszystko doprowadziło do zakończenia ponad trzyletniej współpracy z Beenhakkerem...

Wspomniałem o robieniu z Leo półboga po pokonaniu Portugalii. Okazało się to, w pewnym sensie, zgubne dla nas wszystkich. Holender poczuł się przez to bardzo mocny. Był jak skała, nie do ruszenia. Doprowadziło to do sytuacji, gdy nic nie można było mu zarzucić. Jeśli ktoś chociaż w najmniejszym stopniu krytykował jego decyzje to Beenhakker niemal się obrażał i stawał się arogancki. Tak nie powinno być...

A Leo podejmował naprawdę sporo dość kontrowersyjnych decyzji. Szczególnie jeśli chodzi o dobór kadrowiczów. Wprowadził nawet nowe pojęcie w polskim futbolu – "international level". Z czasem termin ten stał się jednak przedmiotem licznych żartów. Nie ma co się dziwić, bo wyróżniani byli ligowi szaracy, a o piłkarzach, którzy faktycznie błyszczeli Holender zapominał. Doprowadziło to wkońcu do konfliktu z Arturem Wichniarkiem, a taki Ireneusz Jeleń długo musiał pracować na zaufanie. Rozumiem, że trener dopiera zawodników do swojej wizji, ale pewna granica i tak pozostaje. Można było się również przyczepić do taktyki stosowanej przez Beenhakkera. Każdemu zbrzydło granie jednym napastnikiem i każdy widział, że to nie wychodzi. Każdy tylko nie Leo...

Leo

Niemal od początku pracy z reprezentacją Polski Beenhakker musiał radzić sobie z dość silną grupą przeciwników. W jej skład wchodzili głównie trenerzy, dziennikarze i inne ciekawe postacie. Przyznam szczerze, że za tych ludzi bardzo się wstydziłem. Cieszyły ich bardzo każde potknięcia Holendra i najchętniej sami jeszcze rzucaliby mu kłody pod nogi. Czy tak powinno być? Można być przeciwnikiem pewnych decyzji, ale trzeba zachować poziom i nie przekraczać pewnej granicy.

 

Liczby Beenhakkera w reprezentacji Polski:

Ilośc spotkań: 47

Bilans meczów: 22 zwycięstwa – 13 porażek – 12 remisów

Bilans bramek: 75 – 47

Najdłuższa seria zwycięstw: 5 (07.10.2006-03.02.2007) – Kazachstan, Portugalia, Belgia, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Estonia

Najdłuższa seria remisów: 3 (22.08.2007-12.09.007) – Rosja, Portugalia, Finlandia

Najdłuższa seria porażek: 2 (16.08.2006-02.09.2006) – Dania, Finlandia; 2 (16.06.2008-20.08.2008) – Chorwacja, Ukraina

Najwyższe zwycięstwo: 10:0 z San Marino (01.04.2009)

Najwyższa porażka: 0:3 z USA (26.03.2008) i 0:3 ze Słowenią (09.09.2009)

 

poniedziałek, 05 października 2009
Pierwsze potknięcie "Galaktycznych"

Real Madryt po wielkich, letnich transferach na początku sezonu wystrzelił jak z armaty. Niszczyli każdego, kto stanął im na drodze. Super skutecznością popisywał się Cristiano Ronaldo, który zdobył 5 bramek w lidze oraz 4 w LM. Cały Real legitymował się bilansem bramkowym 22-4 (na wszystkich frontach). Na pierwszy rzut oka wyglądało, że projekt "Galacticos 2.0" wypalił.

Mimo dobrych wyników można było w grze Realu zauważyć pewne mankamenty. Prawdziwy obraz Królewskich mieli dać dopiero bardziej wymagający rywale. Pierwszy taki test miał miejsce w dniu wczorajszym. Wyjazdowym rywalem Realu była Sevilla. Okazało się, że "Galaktyczni" oblali ten sprawdzian przegrywając 1:2. Gdyby nie fantastyczny Iker Casillas zwycięstwo gospodarzy byłoby jeszcze bardziej okazałe. Sevilla po prostu sprawiała o wiele lepsze wrażenie przez całe spotkanie. Tym samym pierwsze potknięcie Realu stało się faktem.

Teraz pozostaje zastanawiać się czy to tylko drobne potknięcie czy może wiadomo już, że cały ten misterny plan nie wypali? Wczoraj nie grał kontuzjowany C. Ronaldo i to na pewno trzeba potraktować jako spore osłabienie. Absencja jednego zawodnika nie powinna jednak tak diametralnie wpływać na oblicze całego zespołu. Szczególnie patrząc na pozostałych piłkarzy tego wielkiego klubu.

Ta porażka pokazała, że trener Manuel Pellegrini ma przed sobą jeszcze naprawdę dużo pracy. Real mimo złotych trybików cały czas nie stanowi sprawnie działającej maszyny. Wczorajszego wyniku nie traktuje na pewno jako zawalenie planu "Galacticos". Na takie osądy jeszcze stanowczo za wcześnie. To był bardziej taki zimny prysznic, który powinien zdecydowanie zmobilizować Pellegriniego jak i cały zespół.

Manuel Pellegrini

niedziela, 04 października 2009
Brązowy kolor też ładny

Pamiętam jak bardzo smakowało mi złoto na Mistrzostwach Europy siatkarek w 2003 i 2005 roku.

W tym roku miałem cichą nadzieję na powtórkę z rozrywki. Apetyt szczególnie wzrósł po zwycięstwie nad Rosją oraz awansie do półfinału.

W 1/2 finału nasze panie zebrały jednak holenderskie baty. Reprezentacja Holandii była po prostu lepsza i wygrała 1:3. Bolą szczególnie dwa pierwsze sety oddane niemal bez walki.

Dzisiaj jednak biało-czerwone pokonały reprezentację Niemiec, w meczu o brąz, 3:0. To zwycięstwo naprawdę bardzo mnie cieszy. Trzecie miejsce na Mistrzostwach Europy przyjmuję z wielką radością i uważam za duży sukces. Szczególnie biorąc pod uwagę problemy trenera oraz kontuzje. Apetyt został tym razem jednak zaspokojony. Okazało się, że brąz też jest piękny.

polskie siatkarki

piątek, 02 października 2009
Dziewczyny pokazały charakter

Po bolesnych batach od Holandii na Mistrzostwach Europy nastroje nie były najlepsze. Później nasze panie znacznie się poprawiły i teraz są wśród czterech najlepszych ekip Starego Kontynentu.

Najpierw było wspaniałe zwycięstwo nad Rosją, które dało potrzebną nadzieję. Wczoraj cały plan został dopełniony. Nie wszystko jednak zależało od nas. Nasz los był w rękach Holandii. Pomarańczowe jednak nie zawiodły i po wspaniałym meczu pokonały Rosję. Nasze dziewczyny musiały tylko rozprawić się z grającą o nic Bułgarią. O dziwo nie było łatwo. Rywalki grały na luzie i stawiały bardzo twardy opór. Od początku nie szło Polkom. Zaczęły mnie nawet nachodzić czarne myśli. Wszystko jednak zakończyło się happy endem. Nasze siatkarki pokazały charakter. Wygrały mecz, który wyraźnie im się nie układał. Podobno po tym poznaje się właśnie najlepsze drużyny. Świetne zawody rozegrała Joanna Kaczor, która niszczyła rywalki morderczymi atakami w najważniejszych momentach. Na mnie spore wrażenie zrobiła też Aleksandra Jagieło. Potrafiła silnie i celnie uderzyć. Brawo dla naszej reprezentacji!

siatkarki

W półfinale los po raz kolejny skrzyżował nas z Holenderkami. Sporo im zawdzięczamy, ale to nie oznacza, że nasze dziewczyny od razu zejdą z parkietu. Muszą wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, nawiązać wyrównaną walkę i nawet pokusić się o zwycięstwo. Głęboko wierzę, że tak się stanie. Holandia jest faworytem, ale w sporcie przecież wszystko może się zdarzyć. Szczególnie w siatkówce kobiet. W razie, gdyby jednak się nie udało to i tak nie będę rozpaczał. Pozostanie walka o brąz co i tak będzie dużym sukcesem.

PS. Kolejny raz się przekonałem, że siatkówkę w żeńskim wydaniu można oglądać. Nie ma tam piłek latających z prędkością światła, dzięki czemu można wszystko dokładnie zobaczyć. Nie ma też straty, której nie można odrobić i właśnie to podoba mi się najbardziej. Nie wspomnę już nawet o walorach widokowych ;).

czwartek, 01 października 2009
AC Milan w trudnych chwilach

AC Milan to bez wątpienia wielki klub. Gabloty ma wypchane po brzegi różnymi trofeami, posiada rzeszę fanatycznych kibiców oraz tradycję jakiej wielu może tylko zazdrościć.

Ostatnimi czasy nie jest jednak w Mediolanie różowo. W ubiegłym sezonie zabrakło tego zespołu w elitarnej Lidze Mistrzów. W zamian mieli podbić Puchar UEFA, ale zatrzymali się już na 1/16 finału. W tym sezonie jest chyba jeszcze gorzej. Rossoneri występują wprawdzie w LM, ale cała reszta leży. W lidze zajmują na chwile obecną dopiero 11 pozycję. Niedawno występując w roli gospodarza zebrali bardzo srogie baty od największego rywala, Interu Mediolan, przegrywając aż 0:4. Wczoraj, dodatkowo, sięgnęli dna na szczeblu europejskim przegrywając na San Siro w rozgrywkach LM z FC Zurich 0:1.

AC Milan

Krótko mówiąc - takie rezultaty to wstyd dla takiego klubu. Przyczyny upatruję w tym, że Milan ma strasznie wypalony skład. Większość to piłkarze bardzo doświadczeni, którzy mają już sporo wiosen na karku. Większość ma też bardzo liczne sukcesy na koncie i teraz już chyba brakuje im motywacji. Młodziutki Alexandre Pato wydawał się światełkiem w tym mrocznym tunelu. Ostatnio jednak gdzieś się chyba zagubił, czy po prostu wtopił się w tłum.

Tak to już bywa, gdy przesypia się okienka transferowe. Ostatnio do Milanu trafiają jedynie piłkarze nie chciani w innych klubach. Rossoneri nie wysilają się podczas mercato. Latem ich największa gwiazda, Kaka, został sprzedany za ładną sumę do Realu Madryt. Żaden z piłkarzy sprowadzonych do Milanu nie jest jednak, moim zdaniem, w stanie godnie zastąpić Brazylijczyka. Apogeum nieporadności osiągnięto przy transferze Edina Dzeko, który ostatecznie nie doszedł do skutku. Kiedyś było nie do pomyślenia, żeby wielki Milan przegrał na polu transferowym z takim Wolfsburgiem...

Lekiem na wyraźne problemy (błędy?) kadrowe przed tym sezonem miała być postać trenera. Na to stanowisko został wybrany Brazylijczyk Leonardo. Miał być takim mediolańskim Guardiolą. Pamiętam go z boiska i tam dawał radę. Na ławce trenerskiej idzie mu jednak wyraźnie gorzej. Nie ma doświadczenia, bo Milan to jego pierwszy, poważny pracodawca. Może to właśnie z tego powodu nie jest też w stanie ogarnąć tego ciężkiego materiału kadrowego? Od władz klubu ma jednak bardzo duży kredyt zaufania. Nawet po wczorajszej porażce z FC Zurich usłyszał słowa poparcia.

Leonardo

AC Milan to obecnie taki włoski kolos na glinianych nogach. Jestem jednak pewien, że kibice tego klubów wreszcie ujrzą promień słońca wychylający się z tych strasznie czarnych chmur. Milan to po prostu zbyt wielki klub, żeby tkwił w takiej złej sytuacji...

poniedziałek, 28 września 2009
PZPN...

Filmik promujący akcję "Koniec PZPN". Ciężko nie zgodzić się z problemami, które zostały na nim przedstawione...

piątek, 25 września 2009
Stefan wybrał

Wybór Stefana Majewskiego na tymczasowego selekcjonera budzi wiele kontrowersji. Krótko mówiąc, ja również należę do przeciwników tej decyzji. Postanowiłem dać jednak czas Doktorowi zamiast od razu wieszać na nim psy. trenera przecie ocenia się po decyzjach, a nie po nazwisku. Dzisiaj Majewski podjął pierwszą, bardzo poważną decyzję. Powołał pierwszą swoją kadrę.

Stefan Majewski

Szok. To jest to co czułem, gdy spojrzałem na wybrańców Majewskiego. Do pomocników i napastników nie mam większych zastrzeżeń. Wreszcie nie ma Jacka Krzynówka. Ten piłkarz dużo zrobił dla reprezentacji i niezwykle go szanuje, ale obiektywnie trzeba przyznać, że jego czas już minąl. Cały czas jest za to Ebi Smolarek, który od dłuższego czasu ma status bezrobotnego...

Prawdziwy szok na dobrą sprawę wywołała u mnie obsada bramki i bloku defensywnego. Najpierw napizę o tej drugiej formacji. Majewski zrezygnował z usług niedawnego kapitana, Michała Żewłakowa. Tutaj nie ma co się dziwić. Żewłakow reprezentuje jeszcze nie najgorszy poziom, ale swoje lata już ma. Powołanie za to otrzymał Arkadiusz Głowacki, który w lidze zawsze zbiera solidne noty, ale w kadrze raczej nigdy się nie sprawdził. Może teraz mu się uda? Powołani zostali również tacy piłkarze jak Mariusz Pawelec i Piotr Polczak. Według mnie do poziomu reprezentacyjnego to im daleko. Najbardziej dziwi mnie jednak obecność w tym całym towarzystwie Jarosława Bieniuka. Do młodych talentów nie należy oraz gra tylko na zapleczu Ekstraklasy. Rozumiem, że mamy problemy z obsadą obrony, ale bez przesady. Czym kierował się Majewski? Starą znajomością z Bieniukiem jeszcze z czasów gry we Wronkach? A może liczy, że na trybunach pojawi się żona Bieniuka, która samą swoją obecnością zmotywuje resztę zespołu ;).

Na pozycję bramkarza Majewski postanowił przywrócić Jerzego Dudka. Wszystko fajnie, bo to był naprawdę klasowy bramkarz. Problem w tym, że BYŁ. Od kilku ładnych lat wygodnie siedzi na ławce rezerwowych i liczy pieniądze na koncie. Ostatnia jego przygoda z kadrą byłą wręcz beznadziejna. Zawalił mecz z Finlandią w eliminacjach do EURO 2008 i od tamtego czasu nie założył już stroju z orłem białym na piersi. A było to ponad 3 lata temu. Obok Dudka w kadrze znaleźli się Wojciech Kowalewski oraz Sebastian Przyrowski. Kowalewskiego zapamiętałem z niezłej strony, ale dawno nie widziałem go w akcji, więc jestem bardzo ciekawy tego wyboru.

Bardzo bym chciał mylić się w krytyce tych powołań. Życzę wszystkim, żeby piłkarze, których obecność w kadrze skrytykowałem zagrali swoje mecze życia. Boję się jednak, że tak nie będzie. Boję się, że w polskiej piłce rozpoczął się właśnie "Stefan Majewski Show". Ciekawe tylko jak długo potrwa...

czwartek, 24 września 2009
Oceny Polaków za Eurobasket

Polska Eurobasket

Nie jestem rozczarowany występem Polski na Eurobaskecie. Nie jestem jednak też jakoś szczególnie rozradowany. Po prostu uplasowaliśmy się tam gdzie się spodziewałem, tam gdzie jest nasze miejsce w Europie. Nie spodziewałem się jednak zwycięstwa nad Litwą, więc może jest nawet więcej pozytywów niż negatywów.

Nie podlega wątpliwości, że w Polakach drzemie potencjał. Mimo nie najgorszego występu to na Eurobaskecie była szansa ugrać coś więcej. Żałuje szczególnie porażki z Serbią. Ten mecz okazał się kluczowy dla naszych losów. Nie udało się odnieść sukcesu, ale nie ma co rozpaczać. W meczu ze Słowenią komentator powiedział coś w stylu: "Szubarga może takiego Lakovicia nacodzień tylko w TV oglądać". Trudno się z tym nie zgodzić. Brakuje nam zawodników ogrywających się na najwyższym poziomie. To największa bolączka biało-czerwonych.

Trener Muli Katzurin według mnie podjął kilka dziwnych decyzji. Zaczynając od wyboru kadry na turniej aż po obsadę rozgrywającego. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie dawkowanie minut. W początkowej fazie Eurobasketu rezerwowi w ogóle nie byłi nam potrzebni. Katzurin konsekwentnie ostro tyrał pierwszą piątke. To było oczywiste, że przy tak dużym natężeniu spotkań każdy wreszcie padnie. Rotować składem zaczął dopiero później. W meczu z Serbią, gdy wprowadził rezerwowych a oni zniwelowali stratę zrozumiał chyba, że pierwsza piątka to nie wszystko. W kolejnych meczach nawet zmienił swój wyjściowy skład. Niewiele to jednak juz dało...

Teraz nasuwa się pytanie – czy Katzurin powinien utrzymać się na stanowisku? Wydaje mi się, że wśród zagranicznych szkoleniowców można wybrać lepszych szkoleniowców (ciekawe tylko za ile?). Jeśli jednak następcą Izraelczyka miałby zostać nasz rodak, to ja już wolę, żeby Katzurin utrzymał posadę. Wśród naszych rodzimych szkoleniowców po prostu nie widzę godnego następcy.

Pora przeiść do sedna, czyli do ocen wszystkich naszych reprezentantów (w skali szkolnej):

Robert Skibniewski – z niego to bardziej taki statysta niż reprezentant. Zagrał tylko chwile z Hiszpanią, nie trafił za trzy i miał 1 przechwyt. Ocena: 1+

Krzysztof Roszyk – spodziewałem się, że będzie bardziej wykorzystywany. Spodziewałem się też, że czas, który otrzymał wykorzysta trochę lepiej. Ocena: 2+

Michał Chyliński – według mnie niepotrzebny w tym zespołe. Nic ciekawego nie zaprezentował swoją postawą. Zamiast niego trener mógł wybrać kogoś lepszego. Ocena: 1+

Krzysztof Szubarga – dobrze czuł się praktycznie tylko w szybkim ataku. Nie kwapił się jakoś również do rzucania. Wolał chyba podawać. Ocena: 3

Robert Witka – kolejny statysta. Nie dostawał zbyt wielu szans na udowodnienie, że Katzurin słusznie zabrał go na turniej. Ocena: 2-

Szymon Szewczyk – na początku nie dostawał minut, ale gdy dostał już szanse to ją raczej wykorzystał. Wielki wojownik. Potrafi cały czas biegać od kosza do kosza. Ocena: 3

Adam Wójcik – niestety kontuzja niemal wykluczyła go z turnieju. Zagrał tylko 11 min przeciwko Hiszpanii. Zdołał w tym czasie pokazać, że jest zawodnikiem z klasą. Po Eurobaskecie ogłosił zakończenie kariery reprezentacyjnej. Ocena: 3

Michał Ignerski – bardzo martwiły mnie jego wahania formy. W jednym meczu potrafi trafiać wszystko, żeby w następnym pudłować z czystej pozycji. Ocena: 3+

David Logan – można mieć do niego pewne pretensje. Notował sporo strat i momentami grał samolubnie. Robił jednak to co jest w koszykówce najważniejsze – zdobywał punkty. Ocena: 4

Marcin Gortat – miał być naszym liderem i z tej roli bardzo dobrze się wywiązał. Punktował, zbierał i blokował. Robił to co do niego należało. Ocena: 5

Maciej Lampe – na Eurobaskecie oglądaliśmy dwóch Maćków Lampe. Pierwszy rozegrał trzy dobre mecze, a drugi dał plamę w trzech kolejnych spotkaniach. Szkoda, że z naszego podkoszowego w pewnym momencie uciekła forma. Ocena: 4-

Łukasz Koszarek – udowodnił chyba, że jest najlepszym, polskim rozgrywajacym. Szkoda tylko, że trener mu jakoś szczególnie nie ufał. Wtedy może byłoby jeszcze lepiej? Ocena: 4-

 

PS. Oceniać nie jest łatwo. Każdy może mieć inne zdanie w tej kwestii. Dziekuję tym, którzy podzielili się ze mną swoimi odczuciami na ten temat.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
Blogi Sportowe

Skopiuj CSS