czwartek, 29 października 2009
Smuda najlepszym wyborem

Stało się. Znamy nowego selekcjonera reprezentacji Polski. Niespodzianki nie stwierdzono, bo został nim Franciszek Smuda.

Smuda

Wiele razy już pisałem, że według mnie jest to jedyny, dobry wybór z pośród polskich szkoleniowców. Oczywiście marzy się jakieś nazwisko z najwyższej, światowej półki, ale nie ma co narzekać. Smuda w naszej rodzimej piłce osiągnął już naprawdę bardzo dużo i naprawdę zasłużył na to stanowisko. Drużyny przez niego prowadzone słynęły z "gryzienia trawy" oraz walki do ostatnich sekund. Wystarczy wspomnieć zdobycie mistrzostwa Polski z Widzewem po pokonaniu Legii Warszawa na Łazienkowskiej mimo, że przegrywali 0:2 czy awans z Lechem Poznań do fazy grupowej Pucharu UEFA po dramacie z Austrią Wiedeń. Mam nadzieję, że tą swoją charakterystyczną cechę przeleje też na reprezentantów.

Uważam również, że dla PZPNu nie jest to może najlepszy wybór, ale na pewno najwygodniejszy. Jak wiadomo Grzegorz Lato i przyjaciele zbierają z każdej strony ostrą krytykę. Na stanowisku selekcjonera chcieli koniecznie Polaka, a Franz jako jedyny miał poparcie opinii publicznej. Mam wrażenie, że Smuda został wybrany nie ze względu na swój warsztat trenerski, ale po to, aby przynajmniej trochę uciszyć krytykantów...

wtorek, 27 października 2009
Bukmacherzy mówią LAKERS

Już dzisiejszej nocy rusza 64. sezon NBA! Postanowiłem przejrzeć oferty największych firm bukmacherskich i zobaczyć, kto jest przez nie uważany za faworyta całych rozgrywek. Okazuje się, że wszędzie główny typ wszędzie jest taki sam - Los Angeles Lakers. Wahają się tylko kursy od 3.00 do 3.40.

Nie ma co się dziwić, że bukmacherzy uważają Jeziorowców na zespół, który jest w stanie obronić mistrzostwo. W lato zaszła tam jedna, poważna zmiana. Odszedł Trevor Ariza, ale przyszedł Ron Artest. Wielu twierdzi, że ta zmiana wyjdzie na plus. Według mnie bardzo mocnym faworytem jest również Boston Celtics. Oczywiście pod warunkiem, że ominą ich kontuzje, a nowo pozyskany Rasheed Wallace będzie grał swoje. Nie można też zapominać o Clevland Cavaliers oraz o Orlando Magic. W Cavs LeBron James dostał do pomocy Shaqa, a to oznacza kłopoty dla rywali. Natomiast Orlando zbudowało sobie mocną ławkę (z naszym Marcinem Gortatem...) oraz zamienili Hedo Turkoglu na Vince'a Cartera. Przyznać trzeba, że bardzo ciekawy ruch. W lidze sporo też mogą namieszać takie zespoły jak San Antonio Spurs, Denver Nuggets czy Dallas Mavericks. Będzie się działo!

Co mogę jeszcze napisać? Chyba tylko: Hej, hej, rusza NBA !

PS. O najlepszej lidze świata będę pisać również na blogu NBA Akszyn, gdzie wszystkich serdecznie zapraszam!

niedziela, 25 października 2009
Góral obił Andrew

Walka Stulecia już za nami. Trwała 5 rund...

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy na ringu to zupełnie różna postura dwóch naszych wspaniałych pięściarzy. Andrzej Gołota zrobił się chyba jeszcze bardziej "misiowaty", a Tomasz Adamek wyglądał przy nim dość mizernie. W samej walce ta różnica okazała się atutem tego drugiego. Góral boksował szybko i mądrze (czyli tak jak zawsze...). Unikał zwarć, a Gołota nie nadążał za jego ciosami. Taki styl pozwolił Adamkowi uzyskać przewagę juz na początku walki, a później tylko dokończyć dzieło zniszczenia. Momentami obijał swojego swojego rywala niczym worek treningowy. Dla Gołoty to było zbyt dużo i sędzia przerwał walkę w piątej rundzie. Co można napisać o stylu Andrew? Na pewno był stanowczo za wolny. Jego ciosy stawały się przez to czytelne. Wyglądało to jakby wielki niedźwiedź chciał pacnąć łapą szybkiego królika. Na dodatek w serii wyprowadzał jedynie ze dwa ciosy, a to na Adamku nie robiło wrażenia. Wydaje mi się również, że za mało szukał zwarcia.

Golota vs. Adamek

Nie ukrywam, że bardzo szkoda mi Gołoty. Dla mnie to zawsze będzie legenda. Nigdy nie zapomnę jego starć z Riddickiem Bowe. Ten człowiek miał ogromny potencjał i gdyby miał też więcej rozumu to byłby prawdziwym królem. Niestety jego gwiazda nigdy nie zapłonęła pełnym blaskiem. Pozostał niespełnioną Wielką Nadzieją Białych.  Nie należy również zapominać, że to on w USA przetarł szlak właśnie Adamkowi. Teraz ma już 41 lat, zdrowie nie to, więc raczej powinien usunąć się w cień...

Adamek udanie wystartował w wadze ciężkiej i teraz otwarcie mówi o podboju "królewskiej kategorii". Bardzo chciałbym, żeby tak się stało, ale boję się, że Góral zostanie w pewnym momencie brutalnie sprowadzony na ziemię. Nie wiem czy ma odpowiednie warunki, żeby mierzyć się z najlepszymi w wadze ciężkiej. Z drugiej jednak strony jest niezwykle ambitny oraz pracowity i właśnie tym może starać się nadrabiać różnice, ale czy to wystarczy?

sobota, 24 października 2009
Niepotrzebna "walka stulecia"

Już tylko godziny dzielą nas od wielkiego pojedynku Andrzej Gołota vs. Tomasz Adamek. Nie ukrywam, że nie byłem i nie jestem zwolennikiem tego starcia. Dla mnie to niepotrzebny cyrk.

Gołota - Adamek

Obydwaj pięściarze, oprócz pieniędzy, za wiele nie mogą na tym zyskać. Gołota jest już na zupełnym finiszu swojej barwnej kariery. Szans na podój światowego boksu miał już kilka. Teraz nawet jeśli zmasakruje Adamka to raczej nic z tego nie będzie miał. Wątpię, żeby dostał kolejną ofertę walki o najwyższe cele. Natomiast Góral może zyskać trochę więcej. To będzie dla niego pierwsze przetarcie w wadze ciężkiej. Chociaż uważam, że mógł na początek wybrać sobie zupełnie innego przeciwnika. Inna sprawa, że według mnie w ogóle nie powinien zmieniać kategorii wagowej. Adamek jakoś mi nie pasuje do "królewskiej wagi".

Kto, w takim razie, najwięcej zyska na tym całym show? Bez wątpienia Polsat, czyli organizator całej gali. To jest cyrk, który ludzie z ogromną chęcią będą oglądać. Widzowie dostają to, co w głębi duszy chcą zobaczyć. Dlatego okrzyknięto ten pojedynek "Walką Stulecia". Coś jak Igrzyska w starożytnym Rzymie. Polsat dodatkowo świetnie wszystko promuje. O całej gali jest bardzo głośno w mediach oraz niemal wszyscy o tym rozmawiają. W takich okolicznościach bilety do łódzkiej hali zostały szybko wyprzedane. Oglądalność w TV też zapewne będzie na bardzo wysokim poziomie. Tylko na jakim poziomie będzie sama walka?

piątek, 23 października 2009
"Big Mike" jest z nami!

Ostatnio niekwestionowanym królem mojego bloga jest Michael Ansley (może założyć dla niego oddzielną kategorię?) Nie ma co się dziwić, bo ostatnio w życiu tego ciekawego koszykarza sporo się dzieję. Najpierw podziwiałem, że w takim wieku gra na wysokich obrotach. Później smuciłem się, że wyjeżdża. Teraz okazuje się, że jednak zostaje!

Big Mike oficjalnie odszedł z Polonii Warszawa przez powody rodzinne. Dzisiaj prawda wyszła na światło dzienne. Ansley po prostu zatęsknił za trenerem Mariuszem Karolem! Nie wnikam czy panowie tworzą rodzinę, ale współpracują ze sobą już tak długo, że na pewno łączy ich jakaś więź. Amerykanin będzie jednak musiał odnaleźć się w nowej roli. Będzie grającym asystentem trenera w Sportino Inowrocław. Wiek już na pewno odpowiedni na podjęcie takiej decyzji, ale czy sobie poradzi? Mike jest chyba z innej planety, więc chyba da radę ;).

Sportino jest siódmym klubem Ansley'a na polskiej ziemi. Jest też piątym zespołem w którym będzie współpracował z trenerem Karolem...

Wiadomość o tym, że Ansley zostaje w PLK niezmiernie mnie ucieszyła. Liga znowu ma duszę ;).

wtorek, 20 października 2009
Ansley wyjeżdża...

Ostatnio opisywałem fenomen Big Mike w PLK. Niestety dzisiaj Michael Ansley opuścił zespół Polonii Warszawa i wrócił do USA. Stało się tak z powodów rodzinnych.

Mike Ansley

Liga bez Ansley'a nie będzie już taka sama. Nie byłem gotowy na taki wielki wstrząs. Nie myślałem, że ten dzień kiedykolwiek nadejdzie. To tak jakby pozbawić lwa grzywy czy zgubić wisienkę ze szczytu tortu. PLK straciła część swojej duszy. Wszystko się zmieniło...

Mike, już za tobą tęsknię, ale życzę sukcesów w życiu osobistym!

niedziela, 18 października 2009
Przebudzenie czy tylko przebłysk Lecha?

Nikt nie powinien być zaskoczony, gdy napiszę, że w tym sezonie Lech Poznań mocno rozczarowuje. Podopieczni Jacka Zielińskiego grają stanowczo poniżej oczekiwań. Zgubili już sporo punktów i to z takimi rywalami jak Polonia Warszawa, Cracovia, GKS Bełchatów czy Arka Gdynia.

Dzisiaj jednak Kolejorz zagrał tak jak powinien grać cały czas. Zagrał nie z byle kim, bo zagrał z Wisłą Kraków. Zagrał i wygrał 1:0. Piłkarze Białej Gwiazdy pierwszy raz w tym sezonie musieli uznać wyższość rywali.

Lech grał naprawdę dobrze. Piłkarze tym razem nie wyszli tylko potruchtać po murawie, ale walczyli na całego. Nie było dla nich piłek straconych. Grali z pełnym zaangażowaniem. Pokazali, że pojęcie boiskowej ambicji nie jest im obce. Bardzo zaimponował mi Robert Lewandowski, który był autorem zwycięskiej bramki. Lewy dwoił się i troił w ataku. Walecznością, którą się wykazał mógłby spokojnie obdarować wszystkie swoje dotychczasowe spotkania w tym sezonie. Właśnie taki Lewandowski bardzo przyda się kadrze!

Po tym co widziałem zastanawiam się czy to oznacza przebudzenie Lecha czy tylko jednorazowy przebłysk. Kolejorz stracił już tyle punktów, że jeśli chce walczyć o najwyższe cele to nie może sobie pozwolić na kolejne wpadki. Najgorsze, że mnóstwo tych cennych "oczek" zgubili z teoretycznie słabszymi rywalami, których powinni spokojnie ogrywać. O porażkę z Legią w Warszawie nie można mieć pretensji, bo to bardzo trudny teren i akurat w takim meczach można się liczyć z brakiem kompletu punktów. Dzisiejsze zwycięstwo jest niezwykle ważne dla Lecha z dwóch powodów. Po pierwsze - zbliżyli się do ścisłej czołówki Ekstraklasy. Po drugie - teraz morale całej drużyny powinno mocno wystrzelić do góry. To powinno ich jeszcze bardziej zmobilizować i ukierunkować na właściwy tor. A, gdy Lech już się tam znajdzie możne znowu być bardzo niebezpieczny. Dlatego wydaję mi się, że to nie był tylko mały przebłysk. To było raczej przebudzenie śpiącego lwa. Nie wiem czy Lech się w stanie zdobyć w tym sezonie majstra (a na to w Poznaniu czekają), ale wiem, że jest w stanie o wiele lepiej grać niż dotychczas.

PS. Z powodu problemów kadrowych w Lechu zadebiutował dzisiaj 18-letni Mateusz Możdżeń. Chłopak został od razu rzucony na bardzo głęboką wodę, ale grał aż 89 min. Widać, że w ogóle nie ma doświadczenia (no, bo skąd...), ale w przyszłości może coś z niego być.

czwartek, 15 października 2009
Gancarczyk dał mundial Słowacji

Polska

Podczas wczorajszego meczu Polska - Słowacja najbardziej zaskoczyła mnie aura pogodowa. Tyle śniegu to często nie ma u nas nawet zimą. Dodatkowo grali taką piłką, którą było ledwo widać na ekranie TV. Warunki chyba bardzo zaskoczyły również kopaczy, bo już na samiutkim początku Seweryn Gancarczyk niefortunną interwencją pokonał Jerzego Dudka i tym samym wysłał Słowaków na mundial.

W drugiej połowie biało-czerwoni prawie nie schodzili z połowy rywali i stwarzali sobie naprawdę sporo sytuacji. To cieszy. Niestety żadnej sytuacji nie zamienili na bramkę, a w piłce nożnej liczy się przecież tylko to co w siatce. To nie cieszy. Nie wiem tylko czy to było spowodowane naszą beznadziejną skutecznością czy może Słowaków wspierał ktoś na górze i dzięki temu mieli niesamowite szczęście. Z tego meczu można wyłowić jeszcze pewien sukces Polski - wygraliśmy w rzutach rożnych! Antoni Piechniczek z całą pewnością jest wniebowzięty tym faktem...

Po meczu fajnie było patrzeć na niesamowity wybuch radości Słowaków. To przecież ich największy sukces w historii. Pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno po ostatnich meczach w eliminacjach to my wybuchaliśmy taką radością...

Na Stadion Ślaski tego wieczoru pofatygowało się zaledwie 4.5 tys. widzów (w tym duża grupa kibiców gości). To oczywiście efekt głośno zapowiadanego protestu. Szczerze mówiąc, bałem się o powodzenie tego pomysłu. Wszystko jednak się udało. Nasuwa się tylko jedno pytanie - czy "ci na górze" coś zrozumieli? Prezes Lato po meczu powiedział, że nie było żadnego protestu, a taka słaba frekwencja spowodowana była złą pogodą...

puste trybuny

Zastanawiam się co teraz ze Stefanem Majewskim? Mecze z Czechami i Słowakami to były dla niego prawdziwe sprawdziany. Niestety, oblał obydwa. Według mnie nie powinno być już dla niego miejsca na stanowisku selekcjonera. Prezes Grzegorz Lato wcześniej już jednak zapowiedział, że Majewski i tak poprowadzi kadrę jeszcze w dwóch tegorocznych sparingach. Boję się, że po nowym roku też dostanie od władz kolejną szansę i ta karuzela będzie się kręcić aż do EURO 2012...

wtorek, 13 października 2009
NBA mix

Filmik mojego autorstwa. Nie jestem w tym dobry, ale miałem ochotę coś takiego zrobić ;).

niedziela, 11 października 2009
"Big Mike" jest nieśmiertelny

Co można robić mając 42 lata i 244 dni? Okazuje się, że można siać popłoch na parkietach PLK. Michael Ansley jest właśnie w takim wieku i w naszej lidze, która właśnie wystartowała, cały czas nieźle sobie radzi. We wczorajszym meczu AZS Koszalin - Polonia Warszawa Big Mike był najlepszym zawodnikiem gości (14 pkt i 5 as). Czarne Koszule przegrały jednak 92:78.

Michael Ansley

Ansley przybył do Polski na samym początku 2001 roku i został do dnia dzisiejszego. Wcześniej grał m.in. w NBA, Hiszpanii, Izraelu czy Turcji. W naszym kraju reprezentował barwy Prokomu Trefl Sopot, Unii-Wisły Kraków, Turowa Zgorzelec, Stali Ostrów Wlkp., Basketu Kwidzyn oraz Polonii Warszawa. Zawsze był groźny dla swoich rywali. Potrafił zdobywać mnóstwo punktów. Grając w Unii/Wiśle zdobył 40 "oczek" w meczu z AZS Koszalin. Do dnia dzisiejszego to jego rekord na parkietach PLK.

Mike to prawdziwy skarb naszej ligi. Może i nawet swego rodzaju zabytek, ale cały czas dobrze funkcjonujący. Taki skarb trzeba szanować i pielęgnować. Ansley to prawdziwy luzak, a przy tym świetny zawodnik. Prawdziwy przedstawiciel amerykańskiej koszykówki. Obecnie trudno sobie wyobrazić PLK bez tej barwnej postaci. To taki "polski Shaq". Najlepsze jest to, że za bardzo nie widać po nim, aby zbliżał się do finiszu swojej kariery. Big Mike będzie u nas grał chyba nawet jak upadnie PZKosz, a w kraju nad Wisłą zachowa się tylko jedna piłka do basketu.

Mike Ansley

Co ciekawe, gdy Ansley zaczynał przygodę z zawodową koszykówką to Kamil Łączyński oraz Marcin Nowakowski dopiero przychodzili na świat, a taki Alan Czujkowski był dopiero w planach rodziców. Teraz wszyscy razem grają w Polonii. Gdy Mike trafił do Polski to wspomniana trójka miała po jakieś 11-12 lat. Nie zdziwię się nawet jeśli ta trójka młodzieżowców przejdzie na emeryturę, a Ansley dalej będzie zdobywał punkty ;).

PS. W polskiej koszykówce jest jeszcze ktoś, kto podąża w ślady Ansleya. Chodzi o naszego Adama Wójcika. Ma 39 lat, a wczoraj był najlepszym zawodnikiem w meczu Stal Stalowa Wola - Turów Zgorzelec. Oława to prawdziwa legenda, która nie przestaje zachwycać kibiców.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
Blogi Sportowe

Skopiuj CSS