środa, 18 listopada 2009
Kanada pokonana

Wreszcie udało się strzelić bramkę i wygrać mecz. Polska pokonała Kanadę 1:0. Ze stylu nie można być jednak w 100% zadowolonym. Zwycięstwo biało-czerwonych powinno być bardziej obfite.

Polska - Kanada

Znowu blok defensywny nie był pewny, ale ponownie zaznaczam, że te mecze są po to, aby zdobywać taką pewność. Kanadyjczycy potrafili groźnie zaatakować, a chyba jeszcze częściej sami prowokowaliśmy takie sytuacje. Chyba tylko przez własną nieporadność przybysze z Ameryki Północnej nas nie skarcili. Nie zmienia to jednak faktu, że z gry mieliśmy więcej, ale nie potrafiliśmy wypunktować rywala. Czegoś brakowało. A to bomby z dystansu Dariusza Dudki minimalnie chybiały, a to Patryk Małecki trafił w słupek. Można wymienić sporo podobnych sytuacji.

Były jednak momenty, gdy nasi piłkarze fajnie grali. Zdarzało się ciekawe, mądre i przede wszystkim dłuższe rozgrywanie piłki. Niezłe wrażenie zrobiło też na mnie dobre stosowanie pressingu. Dzięki temu mogliśmy dość szybko i blisko bramki Kanadyjczyków odzyskać futbolówkę, co tworzyło kolejne okazje. Nasi piłkarze też dość szybko zauważyli, że bramkarz nie jest pewnym punktem w zespole rywali. Lars Justin Hirschfeld popełniał fatalne błędy, a Polacy wręcz go do tego prowokowali i starali się to wykorzystać.

Bramkę na wagę zwycięstwa strzelił Maciej Rybus. Miło było patrzeć jak ten młody chłopak z minuty na minutę gra bardziej dojrzale i kolekcjonuje cenne doświadczenie. W całkiem już niedalekiej przyszłości kadra może mieć z niego sporo pożytku.

Debiut w reprezentacji zaliczył młodziutki Wojciech Szczęsny. Syn Macieja wszedł na drugą połowę. Zbyt wiele razy nie musiał udowadniać swoich umiejętności. Przy dwóch dośrodkowaniach jednak pewnie wyszedł i przechwycił piłkę. Ciekawy zawodnik i chyba kolejny dobry, polski bramkarz.

wtorek, 17 listopada 2009
Roszady rozgrywających w PLK

Kilka klubów naszej ligi nie było zadowolonych ze swoich rozgrywających. Co się robi, gdy zawodnik nie spełnia pokładanych nadziei? Zwalnia się go i szuka następcy. Nie inaczej było tym razem. Niemal cały proces zamknął się jednak w kręgu trzech klubów - Czarnych, Prokomu i Anwilu.

Zacznę może od Asseco Prokomu Gdynia. Na początku miesiąca do klubu przybył kolejny niski zawodnik, Lorinza Harrington. Amerykanin w przeszłości grał nie tylko w NBA, ale również w całkiem solidnych klubach europejskich. Jasne stało się, że jeśli Harrington przyszedł to ktoś musi odejść. Padło na Tyrone'a Brazeltona. Młody Amerykanin nie za dobrze dogadywał się z trenerem Tomasem Pacesasem i grał mało. Średnio przebywał na parkiecie ok. 17 min w każdym meczu. W tym czasie notował 7.3 pkt oraz 2.7 as.

Tyrone Brazelton

W Anwilu Włocławek też nie było za wesoło z pozycją rezerwowego rozgrywającego. Wiadomo, że numerem jeden jest tam Krzysztof Szubarga, ale popularny Szubi nie jest cyborgiem i potrzebuje przyzwoitego zmiennika. Takim kimś miał być Mike Trimboli, ale okazał się niewypałem. Amerykanin nie zagrał w Anwilu żadnego dobrego meczu. Trener Igor Griszczuk zrozumiał chyba, że taki zawodnik nie jest jest w stanie zbyt wiele ofiarować drużynie i po prostu przestał w niego wierzyć. Średnie statystyki Trimboliego w czasie gry we Włocławku to 11.8 min, 3.5 pkt, 1.7 as, 1.5 zb oraz 1.5 str.

Mike Trimboli

Wcześniej wspomniany Brazelton nie musiał długo szukać nowego pracodawcy. Z Trójmiasta udał się do Słupska i podpisał kontrakt z Czarnymi. Tym samym zajął miejsce w składzie Dru Joyce'a, który nie spełniał pokładanych nadziei. Gdy przylatywał do naszego kraju miał być gwiazda. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej brutalna. Joyce zawodził i z meczu na mecz trener Igor Miglinieks co raz bardziej tracił do niego zaufanie. W Czarnych notował średnio 4.5 pkt, 3 as, 1.5 zb oraz 1.8 str.

Joyce jednak też nie pozostawał zbyt długo na bezrobociu. Bardzo szybko został przygarnięty przez Anwil w miejsce zwolnionego Trimboliego.

Dru Joyce

Kto po tych wszystkich wymianach powinien być najbardziej usatysfakcjonowany? W Gdyni pozbyto się Brazeltona, którego uważam jako bardzo ciekawego rezerwowego. W jego miejsce przybył o wiele bardziej doświadczony Harrington. To może okazać się niezwykle cenne w kontekście Euroligi, bo w PLK Prokom i tak sobie radzi. Ze Słupska wyjechał ostro krytykowany Joyce, a prosto z mocnego klubu przyjechał Brazelton. We Włocławku od razu przygarnięto niechcianego Joyce'a. Mimo, że słabiutko sobie radził w barwach Czarnych to pewien potencjał w nim drzemie i bardzo mało prawdopodobne, żeby okazał się gorszy od Trimboliego. Czyżby, w takim razie, te roszady powinny cieszyć wszystkich zainteresowanych?

niedziela, 15 listopada 2009
Manny Pacquiao jest wielki

Mierzy zaledwie jakieś 170 cm wzrostu. Mógłbym spojrzeć na niego z góry. Nie zmienia to jednak faktu, że Manny Pacquiao jest wielki. Jest po prostu wielkim pięściarzem.

W nocy rywalem Pacquiao w walce o tytuł mistrz świata federacji WBO wagi półśredniej był Miguel Cotto. Panowie zaserwowali nam solidną dawkę dobrego boksu. Popularny Pac Man cały czas sprawiał lepsze wrażenie i dwukrotnie posłał rywala na deski. Znowu czarował niesamowitą szybkością. Pojedynek zakończył się w 12 rundzie. Po kolejnej, niesamowitej serii Filipińczyka sędzia ringowy przerwał walkę. W sumie szkoda, że Cotto nie dotrwał już do końca. Porażka na punkty zawsze inaczej wygląda niż porażka przez nokaut. Sędzia brał jednak pod uwagę jego bezpieczeństwo i dlatego przerwał przed czasem.

Ostatnia runda tego pojedynku wyglądała tak:

Pacquiao to naprawdę niesamowity gość. Przeskakiwał między różnymi kategoriami wagowymi i wszędzie zdobywał mistrzostwo. Siedem kategorii i siedem tytułów mistrzowskich. Ja zawsze podziwiałem jego niesamowitą szybkość wyprowadzania ciosów. Poezja. Pac Man obecnie legitymuje się bilansem walka 50-3-3. Warto przy tym zaznaczyć, że ostatni raz przegrał w marcu 2005 roku z Erikiem Moralesem (na punkty). Trzy lata później doszło jednak do dwóch rewanżów i za każdym razem Pacquiao nokautował rywala.

Pacquiao

Co raz głośniej się mówi, że następnym rywalem Pacquiao ma być Floyd Mayweather Jr. Sam Pac Man mówi, że teraz zależy mu już tylko na walce z Amerykaninem. To może być naprawdę nieziemskie starcie z jeszcze bardziej nieziemskimi pieniędzmi w tle. Mayweather do tej pory nie znalazł pogromcy na zawodowym ringu (bilans 40-0), a Pacquiao na pewno będzie chciał to zmienić. Chociaż z drugiej strony trochę mi żal. Do ringu wejdzie dwóch wielkich gladiatorów, a "z tarczą" zejdzie tylko jeden. No, ale boks zawodowy na tym właśnie polega i tego typu wydarzenia najbardziej elektryzują ludzi...

sobota, 14 listopada 2009
Przegrany debiut "Franza"

Właśnie rozpoczęła się nowa era w polskim futbolu - czas przygotowań do EURO 2012. Zadebiutował też nowy selekcjoner, czyli Franciszek Smuda. Niestety, reprezentacja Polski w pierwszym meczu pod jego wodzą przegrała z Rumunią 0:1.

Zacznę od tego co mi się nie podobało w tym meczu. Nasza obrona była bardzo niepewna, a przewodził w tym młody Adam Kokoszka. Na pocieszenie pozostaje fakt, że tego typu spotkania organizowane są m.in. po to, aby właśnie tacy piłkarze nabierali cennego doświadczenia i pewności. Dobrego wrażenia nie zrobił też na mnie ten, który był bezpośrednio przed obrońcami, czyli nasz defensywny pomocnik Dariusz Dudka. Nie wyszedł mu powrót do kadry. Widziałem już całe mnóstwo lepszych meczów w jego wykonaniu. Duet naszych napastników, Robert Lewandowski oraz Ireneusz Jeleń, również nie zagrał na najwyższych obrotach. Lewy niby szukał gry i walczył, ale brakowało mu dokładności. Natomiast Jeleń niemal cały czas był słabiutko widoczny.

Lewandowsi Rumunia

Teraz pora na kilka pozytywnych słów. Moim osobistym graczem meczu jest Kamil Kosowski. Grał z wielkim zaangażowaniem i sercem. Pozostaje żałować, że poprzedni selekcjonerzy nie widzieli dla niego miejsca w kadrze, bo mógł być bardzo przydatny.

W kilku akcjach nieźle do ofensywy podłączali się Marcin Kowalczyk oraz Piotr Brożek (z podkreśleniem tego pierwszego). Przydałoby się jednak więcej takich momentów i większej pewności u tych dwóch panów. Mieszane uczucia mam co do Tomasza Kuszczaka. W kilku sytuacjach ładnie się zachował, ale w kilku zupełnie przeciwnie. Konkurencja na tej pozycji jest duża, więc Kuszczak na pewno nie może być pewny "numeru 1" u Smudy.

Co można napisać o całokształcie gry Polski? Wydaję mi się, że z przebiegu spotkania zasłużyliśmy na remis. Staraliśmy się, ale często brakowało tego ostatniego podania. W samej końcówce dwie doskonałe sytuacje miał wprowadzony z ławki Sławomir Peszko, ale niestety w obydwu zachował się jak kompletny junior. Fajnie, że na murawie pojawili się tacy piłkarze jak Maciej Rybus i Maciej Sadlok. Na dzień dzisiejszy to tylko melodia przyszłości, ale za trzy lata może być zupełnie inaczej, więc warto już teraz oswajać ich z tym reprezentacyjnym klimatem.

Osobna kategoria, która jest jeszcze warta poruszenia w tym wpisie, to wybór miejsca rozgrywania tego spotkania. Zmagania toczyły się na remontowanym stadionie Legii w Warszawie. Większość trybun było zamkniętych i weszło tylko 5 tys. ludzi. Co gorsze, stan murawy był fatalny, a to przecież nawet mogło zagrażać zdrowiu piłkarzy. Wyglądało jakby grali na jakimś zwykłym klepisku. Dla mnie to czysta głupota. Jestem niemal pewien, że to celowe działanie PZPNu. Po prostu bali się powtórki protestu z Chorzowa. W Warszawie jednak protestu nie było i można było usłyszeć doping dla naszych piłkarzy. Fani oczywiście nie zapomnieli też o "pozdrowieniach" dla swojego "ulubionego" związku sportowego...

czwartek, 12 listopada 2009
Premier League nie dla Szkotów

Temat powraca jak bumerang. Nie od dziś wiadomo, że w Szkocji praktycznie liczą się tylko dwa kluby - Celtic Glasgow oraz Glasgow Rangers. Są po prostu co najmniej o poziom wyżej niż reszta stawki. Dlatego starają się dołączyć do angielskiej Premier League.

Słowa "dominacja" nie oddaje w pełni pozycji Celticu i Rangersów w szkockiej piłce. Ostatni raz sytuacja, gdy ktoś z poza tej dwójki zdobył mistrzostwo miała miejsce w sezonie 1984/1985. Dokonali tego piłkarze Aberdeen dowodzeni przez legendarnego już Alexa Fergusona. W historii zmagań o mistrzostwo Szkocji Rangers triumfowali 52 razy, Celtic 42 razy, a reszta ligi... zaledwie 19!!! Przepaść ogromna.

Start w Premier League byłby dla tych klubów świetną sprawą. Wreszcie mieliby godną konkurencję na co dzień. To mogłoby przełożyć się pozytywnie na ich grę.  Niestety pomysł ten został odrzucony. Szkoda. Np. nikomu nie przeszkadza, że w angielskich ligach grają walijskie zespoły, ale z dołączeniem dobrych, szkockich drużyn jest już problem?

wtorek, 10 listopada 2009
Ciekawy trener Polonii

Wszystko wskazuje na to, że Polonia Warszawa znalazła wreszcie nowego trenera. Ma nim zostać Jose Maria Bakero. Z cała pewnością to bardzo ciekawe nazwisko. W przeszłości sam kopał piłkę i to na wysokim poziomie. Reprezentował m.in. barwy wielkiej Barcelony. Przez 9 sezonów rozegrał tam 327 spotkań i strzelił 139 bramek. Reprezentował też barwy reprezentacji swojego kraju w 30 meczach (7 bramek zdobytych). Później próbował swoich sił jako trener. Był asystentem w takich zespołach jak Barcelona, Valencia oraz z sukcesem trenował rezerwy Malagi.

Bakero

Ciekawe jak sobie teraz poradzi w roli pierwszego szkoleniowca Czarnych Koszul. Polonia jest obecnie w beznadziejnej sytuacji. Z 10 pkt. na koncie zajmują obecnie przedostatnią, spadkową pozycję. Przegrali trzy ostatnie mecze i nie strzelili w nich żadnej bramki. "Hiszpańskie zbawienie" na pewno bardzo tam się przyda, ale czy Bakero jest do tego zdolny? Na razie będzie pracował w Warszawie tylko do końca roku, a później się zobaczy.

Zastanawiam się również czy Bakero przetrwa zetknięcie z brutalną, polską rzeczywistością. Pod względem piłkarskim między naszym krajem, a Hiszpanią jest po prostu przepaść. To może być dla niego prawdziwy szok.

Pisząc o Polonii i jej trenerze po prostu nie wypada nie wspomnieć o Józefie Wojciechowskim. Prezes Czarnych Koszul ma bardzo ciekawe hobby. Lubi żonglować trenerami. Przez ostatnie miesiące "bawił się" takimi szkoleniowcami jak Jacek Zieliński, Bogusław Kaczmarek, Jacek Grembocki czy Dusan Radolsky. Bakero będzie następny w jego kolekcji zwolnionych trenerów?

PS. Tak w ogóle to Bakero może być pierwszym hiszpańskim trenerem pracującym w naszej lidze czy ktoś był przed nim?

niedziela, 08 listopada 2009
Przyczajony tygrys nowym mistrzem

Wczorajszy pojedynek Nikołaj Wałujew vs. David Haye o mistrzostwo federacji WBA to była naprawdę dziwna walka. Obydwu pięściarzy dzieliła niesamowita przepaść warunków fizycznych. Niestety sam pojedynek do wielkich widowisk nie należał. Wiało nudą. Bałem się, że zasnę, ale na szczęście wytrzymałem. Zawodnicy "angażowali się w walkę, jak aktorki filmów porno w dialogi". Hayemaker wcześniej głośno mówił jak to powali Rosyjskiego Giganta dodatkowo obrażając  swojego rywala. W ringu jednak jego słowa nie przełożyły się w czyny.

Wiadomo, że z Wałujewem ciężko wchodzić w otwartą wymianę ciosów. Na niego trzeba mieć jakiś sposób. Haye też starał się tak robić. Nie rzucał się, ale czekał. Był jak przyczajony tygrys. Szkoda tylko, że to przyczajenie stanowczo wzięło górę nad dzikością tygrysa. Momentami to nawet wyglądało jakby usilnie unikał walki i chciał uciec z ringu. Natomiast Rosjanin cały czas boksował spokojnie, konsekwentnie i przede wszystkim pamiętał o obronie. Widowiskowe to nie było, ale na pewno wyprowadził więcej ciosów od swojego rywala. Nieźle wyglądała jedynie ostatnia runda. Haye był trochę bardziej agresywny i raz tak trafił Wałujewa, że ten widocznie się zachwiał.

Obiektywnie patrząc to w tej 12-rundowej wymianie uprzejmości lepsze wrażenie zrobił na mnie Wałujew. Był na pewno aktywniejszy. Sędziowie jednak bardziej docenili Haye i to jemu podarowali punktowe zwycięstwo oraz pas mistrza. Werdykt mocno kontrowersyjny. W grudniu ubiegłego roku uważałem, że Evander Holyfield był lepszy od Wałujewa, ale sędziowie dali zwycięstwo Rosjaninowi. Teraz było na odwrót. Wałujew był lepszy, ale przegrał. Jak pokazują te przypadki boks zawodowy to chyba jeden, wielki biznes i nie zawsze rządzą nim prawa czysto sportowe. Może Bestia ze Wschodu już się znudziła i trzeba było znaleźć nowego mistrza?

Haye

czwartek, 05 listopada 2009
Zabijanie symbolu Newcastle

W sporcie niezwykle ważną kwestią jest dla mnie tradycja, historia, barwy klubowe itp. Szczególnie w piłce nożnej. Wielka Brytania jest kolebką futbolu i tym bardziej tam wszystko wydaje się takie magiczne i wszystko ma swoją historię.

Stadion St James' Park został oddany do użytku w 1880 r. i od tej chwili rozgrywają tam swoje mecze piłkarze miejscowego Newcastle United. Obecnie mieści się tam ok. 52 000 widzów, ale w 1930 r. podczas meczu Newcastle - Chelsea na trybunach zasiadało aż ponad 68 000 fanów. Jak widać jest to obiekt z wielkimi tradycjami i nawet w pewnym stopniu legendarny. Nazwa St James' Park jest powszechnie znana i rozpoznawalna przez sympatyków na całym świecie. To symbol, którego nie powinno się ruszać.

St James' Park

Niestety nie wszyscy to rozumieją. Władze klubu postanowiły zmienić nazwę tego stadionu. Teraz piłkarze Srok swoje mecze będą rozgrywać na sportstdirect.com@St James' Park. Jest to chyba jedna z najgorszych, jak nie najgorsza, nazwa stadionu na świecie. Rozumiem, gdy powstaje jakiś nowy obiekt i ktoś go sponsoruje, więc nazywa się imieniem firmy, która daje pieniądze. Potrafię też zrozumieć, gdy klub bardzo potrzebuje pieniędzy i nazwę swojego traktuje jako powierzchnie reklamową. W przypadku Newcastle jest jednak inaczej. Ta zmiana ma na celu tylko zachęcenie do reklamy w nazwie stadionu! Firma sportsdirect.com należy przecież do właściciela klubu. To taka demonstracja pokazująca, że jak zapłacicie to możecie mieć dobrą reklamę.

Czasami nachodzą mnie myśli - dokąd zmierza dzisiejszy futbol? Czy już wszystko jest na sprzedaż? Tradycja czy barwy to już tylko mało istotne dodatki? Ja nie chce takiej piłki nożnej...

poniedziałek, 02 listopada 2009
Niepokorny Onyszko

Polski bramkarz, Arkadiusz Onyszko, nie pozwala o sobie zapomnieć. Ostatnio wydał ostrą autobiografię pt. "Fucking Polak". Książka odbiła się w Danii bardzo głośnym echem. Doszło nawet do tego, że klub FC Midtjylland zwolnił naszego rodaka. Wszystko przez słowa zawarte w książce. Podobno chodzi głównie o krytyczne opinie o homoseksualistach oraz duńskich dziennikarkach sportowych.

Onyszko jest w Danii uważany za bramkarskiego fachowca wysokich lotów. W tamtejszej lidze gra już od 11 lat i zbiera naprawdę dobre oceny. Ostatnio jest jednak o nim bardzo głośno z pozasportowych powodów. W marcu tego roku został skazany za pobicie żony. Skończyło się na tym, że musiał mieć na nodze zainstalowaną więzienną obrożę i to nawet podczas meczów. Teraz doszła ta afera z książka. To takie dorzucenie węgla do rozpalonego pieca...

Onyszko

Wydaję mi się, że to może być już sportowy koniec srebrnego medalisty IO z Barcelony'92. Po pobiciu żony został zwolniony z Odense Boldklub. Długo nie mógł wtedy znaleźć nowego pracodawcy. Jedynie działacze FC Midtjylland wyciągnęli do niego pomocną rękę. Teraz nawet oni nie wytrzymali. Wątpię, żeby ktoś jeszcze chciał mu pomóc. Onyszko ma już 35 lat i to stanowczo za późno, żeby budować karierę niemal od podstaw. Szkoda, że tak to wszystko się potoczyło...

sobota, 31 października 2009
Shannon Brown lata

Co jest najbardziej widowiskowe w koszykówce? Oczywiście różnego rodzaju wsady. Minionej nocy Shannon Brown popisał się taką dobitką:

Brown ma zaledwie 193 cm wzrostu, a wybił się jak samolot. Coś fantastycznego! Akcja godna zapamiętania. Jego Los Angeles Lakers jednak i tak przegrali z Dallas Mavericks 80:94.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
Blogi Sportowe

Skopiuj CSS