poniedziałek, 07 grudnia 2009
Happy Birthday Larry!

Z klasą po prostu trzeba się urodzić. Tak zapewne było w przypadku Larry'ego Birda. Klasy w nim tyle, że spokojnie mógłby obdarować połowę ligi.

Larry Bird

Nie zaskakiwał widowiskowymi wsadami, nie był w ogóle typem jakiegoś atlety. Mimo to swoją grą przyciągał tłumy. Jego główną bronią były niesamowite rzuty, a na dodatek naprawdę dużo widział na parkiecie. Potrafił trafiać seriami kiedy tylko tego zapragnął. Przez cała swoją karierę związany był tylko z jednym klubem - Boston Celtics. Bird jest obecnie wielką legenda tego zespołu, bo w latach 80-tych poprowadził Celtów do wielkich sukcesów.

Larry Legend w swoim dorobku ma mnóstwo nagród i tytułów: mistrzostwa NBA, tytuły MVP, występy w All-Star Game, tytuł debiutanta roku, zwycięstwa w konkursie trójek czy bycie częścią jedynego Dream Teamu. Prawdziwa LEGENDA.

Przez 13 lat na parkietach NBA zgromadził 21.791 punktów. Miał też 8.974 zbiórek. Średnie całej kariery Birda są imponujące - 24.3 pkt oraz 10 zb.

Dlaczego to wszystko piszę akurat dzisiaj? Siódmego grudnia, jak co roku, Bird obchodzi urodziny. W dniu dzisiejszym kończy 53 lata i tak jakoś zebrało mi się na wspomnienia o tym zawodniku. Happy Birthday Larry!

 

PS. Na koniec jeszcze moja ulubiona reklama z Birdem i Michaelem Jordanem w rolach głównych:

sobota, 05 grudnia 2009
Pudło Małysza

Nasz Orzeł kolejny raz udowodnił, że był, jest i na zawsze pozostanie wielkim skoczkiem. Dzisiaj Adam Małysz zdołał wskoczyć na kolejne podium w swojej karierze. W norweskim Lillehammer najpierw skoczył 127.5 m, a później 134.5 m. Dzięki temu uplasował się na trzeciej pozycji. Wygrał Gregor Schlierenzauer (125.5 m i 141 m!), a drugie miejsce zajął jego rodak Thomas Morgenstern (130 m i 134 m).

Malysz

Niespodziewałem się tak dobrego występu Małysza, dlatego cieszę się podwójnie. Przed sezonem słyszałem, że nasz Adaś jest w formie i może trochę namieszać. Przestraszyłem się jednak po pierwszym konkursie, gdzie Małysz nie przebrnął nawet przez kwalifikacje. Wszyscy mówili, że to tylko i wyłącznie przez beznadziejne warunki atmosferyczne, ale ja i tak się bałem, że to zwiastuje koniec "Wielkiego Małysza". Dzisiaj już jednak wiem, że ten nasz Małysz zawsze będzie wielki i groźny dla rywali!

Zaczynam powoli wierzyć w jakąś mała niespodziankę na przyszłorocznych Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver...

piątek, 04 grudnia 2009
Grupy wylosowane

Za nami losowanie grup przyszłorocznego mundialu. Jakiś wielkich pojedynków na pierwszym etapie raczej nie ma co się spodziewać, ale kilka grup prezentuje się naprawdę ciekawie.

 

GRUPA A (RPA, Meksyk, Urugwaj, Francja)

Dość wyrównana grupa. Francja dawno nie zaskakiwała, ale sądzę, że zdoła wymęczyć awans. Wszystko w ich rękach ;). Kto obok niej? Na dzień dzisiejszy stawiam na Meksyk, ale RPA na swoim terenie może namieszać. Nie można też zapominać o Urugwaju, który na pewno będzie w stanie urwać trochę punktów.

GRUPA B (Argentyna, Nigeria, Korea Płd., Grecja)

Argentyna w eliminacjach przechodziła prawdziwe męczarnie. Zakładam jednak, że na mundialu zagra tak jak powinna i zajmie pierwsze miejsce w grupie B. Z pozostałej trójki bardzo trudno wytypować drugi zespół. Skłaniałbym się jednak ku przybyszom z Azji...

GRUPA C (Anglia, USA, Algieria, Słowenia)

Anglicy powinni wygrać grupę, ale łatwo nie będzie. W Algierię jakoś nie wierzę. USA powalczy ze Słowenią i raczej wygra walkę dzięki większemu doświadczeniu na arenie międzynarodowej.

GRUPA D (Niemcy, Australia, Serbia, Ghana)

Nie wyobrażam sobie, żeby Niemcy nie zajęli pierwszego miejsca. Rywale mogą być groźni, ale niemiecka solidność powinna górować. Reszta stawki raczej wyrównana. Pozytywnie wychyli się jednak zapewne Ghana. Mundial na Czarnym Lądzie, więc tamtejsze ekipy muszą dawać radę.

GRUPA E (Holandia, Dania, Japonia, Kamerun)

Holandia i Dania. Pozostałe dwie ekipy to niższa półka.

GRUPA F (Włochy, Paragwaj, Nowa Zelandia, Słowacja)

Włochy i długo nic. Z drugiego miejsca typowałbym Paragwaj. Dla Słowacji i Nowej Zelandii to jeszcze za wysokie progi.

GRUPA G (Brazylia, Korea Płn., Wybrzeże Kości Słoniowej, Portugalia)

Chyba najmocniejsza grupa. Korea jest tutaj typowym chłopcem do bicia. Nie wyobrażam sobie, żeby w drugiej rundzie zabrakło Brazylii, ale wybierając między WKS, a Portugalią mam ogromny dylemat...

GRUPA H (Hiszpania, Szwajcaria, Honduras, Chile)

Grupę powinny wygrać nawet rezerwy Hiszpanii. Drugie miejsce przewiduję dla Szwajcarii. Ta ekipa od jakiegoś czasu prezentuje się naprawdę całkiem solidnie.

 

PS. To takie szybkie, luźne przemyślenia. Moje odczucia mogą się bardzo szybko zmienić ;).

wtorek, 01 grudnia 2009
Messi ze Złotą Piłką, bo tak być musiało

Gdy ogłaszano zawodników nominowanych do zdobycia "Złotej Piłki" zastanawiałem się po co to wszystko? Miało to chyba miejsce jedynie ze względu na procedury. Każdy raczej wiedział, że wygrać musi Leo Messi. Dzisiaj zostało to oficjalnie potwierdzone.

Leo Messi

Argentyńczyk miał naprawdę niesamowity rok. FC Barcelona wygrała wszystko co mogła - Mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Hiszpanii, Superpuchar Hiszpanii oraz Ligę Mistrzów, a Messi był głównym napędem tej maszyny.

Jest to siódma "Złota Piłka" dla zawodników Barcelony. Tym samym Duma Katalonii wyprzedziła na tym polu największego rywala, Real Madryt. Messi jest również pierwszym Argentyńczykiem, który zdobył to trofeum. Zapewne spowodowane jest to tylko i wyłącznie tym, że kiedyś w tym konkursie brano pod uwagę jedynie Europejczyków. Pierwszym laureatem z poza Starego Kontynentu jest George Weah, który cieszył się z tego wyróżnienia w 1995 roku.

Co ciekawe, Messi stopniowo wspinał się po tę nagrodę. W 2007 r. był w plebiscycie trzeci, a rok temu drugi. Teraz przyszła pora na zasłużone zwycięstwo.

Na koniec mały filmik - Leo Messi w akcji:

sobota, 28 listopada 2009
Przed "El Clasico"

El Clasico

Już jutro o 19 "Wielkie Derby Europy". To coś więcej niż mecz.

Filmik przedstawiający historię "El Clasico":

Do tej pory, tylko w ramach ligi, rozegrano 157 pojedynków między Realem Madryt, a FC Barceloną. W 67 z nich triumfowali Królewscy, w 60 Duma Katalonii, a w 30 był remis. Real strzelił 258 bramek, a Barcelona 242.

Obecnie oba kluby mają niesamowite składy i idą jak burza na każdym froncie. W aktualnej tabeli Primera Divison przewodzi Real z 28 "oczkami" na koncie, ale Barca traci do niego tylko punkcik. Jutro wszystko może się zmienić.

Jeśli chodzi o moje typy to wydaję mi się, że Barcelona ma więcej argumentów po swojej stronie. Najważniejsze to stadion oraz większe zgranie i funkcjonowanie całego zespołu. Real ma świetnych piłkarzy, ale cały czas szuka odpowiedniego rytmu. Osobiście sympatyzuje z Królewskimi i dlatego remis biorę w ciemno.

Jedno jest pewne - TO TRZEBA OGLĄDAĆ !!!!!!!!

czwartek, 26 listopada 2009
Bye, bye A.I.

Allen Iverson

Dyskutowano o tym już od jakiegoś czasu. Teraz zostało potwierdzone. Allen Iverson ogłosił zakończenie kariery.

The Answer to bez wątpienia wybitny zawodnik. Znakomity strzelec, All-Star i MVP. Urodzony lider, ale przy tym mający chyba ciężki charakter. W NBA spędził 14 sezonów (licząc obecne rozgrywki). Rozegrał 889 spotkań. Średnio notował: 27 pkt, 62 as, 3.7 zb i 2.2 prz. Teraz dołącza do grona wielkich graczy bez mistrzowskiego pierścienia. Swoją szansę miał w 2001 roku. Poprowadził wtedy Philadelphię 76ers to wielkiego finału NBA. Mimo, że Iverson dwoił się i troił to jednak LA Lakers i tak okazali się za mocni.

Słychać głosy, że to zakończenie kariery może nie być ostateczne, ale i tak dobiegł końca kolejny etap w życiu Iversona. Na pewno już nigdy The Answer nie zaprezentuje na parkiecie tego co prezentował w najlepszych swoich latach. Niestety, ten ostatni etap zakończył się raczej upadkiem...

Ostatnie czasy nie były dla A.I. zbyt udane. Ja jednak zawsze będę go pamiętał w koszulce 76ers z numerem #3 i wkręcającego rywali w parkiet.

środa, 25 listopada 2009
Liverpool i Unirea na przeciwnych biegunach

Faza grupowa Ligi Mistrzów nigdy jakoś specjalnie mnie nie ekscytowała. Zawsze po cichu liczyłem na jakieś niespodzianki, bo to dodawało smaczku całej rywalizacji. Na szczęście w tym roku również nie obyło się bez zaskakujących rezultatów.

Tegorocznej edycji LM na pewno nie będą miło wspominać fani Liverpoolu. The Reds zawalili na całej linii. Fiorentina była dla nich za mocna, z Lyonem w dwumeczu udało się wywalczyć zaledwie jeden punkcik. Ograli tylko (dwa razy) totalnego outsidera grupy E, czyli węgierski Debrecen. Doprowadziło to do sytuacji w której Liverpool odpadł z grupy. Ostatni raz tego zasłużonego, angielskiego klubu zabrakło na etapie drugiej rundy w sezonie 2003/2004. Tylko wtedy to w ogóle zabrakło Liverpoolu w elitarnej LM. Czy zaistniała sytuacja spowodowała, że pozycja trenera Rafy Beniteza została poważnie zachwiana? W jakimś stopniu na pewno. Na pocieszenie dla The Reds pozostaje start w Lidze Europejskiej. Nie zdziwię się jeśli przez czystą, sportową złość będą chcieli zdobyć to trofeum.

Zupełnie odmienne nastroje panuje w ekipie, która była już na starcie skazywana na pożarcie. Unirea Urziceni jest totalnym debiutantem w LM. Ba, oni dopiero w 2006 r. awansowali do najwyższej klasy rozgrywkowej w Rumunii. W 2009 r. sięgnęli już po mistrzostwo kraju i to otworzyło im bramę (która od lat jest zamknięta dla polskich klubów...) do europejskiej elity. Gdy już znaleźli się w tej elicie to nie wystarczyła im rola przestraszonej myszy, ale postanowili być groźnym tygrysem. Skrupulatnie zbierają punkciki i obecnie są na drugim miejscu w tabeli grupy G. Dziewiątego grudnia czeka ich mecz o wszystko. Jadą do Stuttgartu i jeśli zremisują to znajdą się wśród 16 najlepszych zespołów Starego Kontynentu. Nawet jeśli im się nie uda to i tak będą mogli chodzić z wysoko podniesionymi głowami. Na dodatek będą grali jeszcze w Lidze Europejskiej. Pomyśleć, że tak miesza klubik z jakiegoś rumuńskiego miasteczka zamieszkałego przez zaledwie 21 tys. osób. Warto przypomnieć, że Unireą z ławki dowodzi Dan Petrescu. Tak, to ten sam Petrescu, który swego czasu podobno zamęczał piłkarzy Wisły Kraków na treningach i został zwolniony...

wtorek, 24 listopada 2009
Magazyn "MVP" - moja recenzja

MVP magazyn

Wieść o pojawieniu się magazynu "MVP" przyjąłem z wielkim entuzjazmem. Wreszcie jakieś czasopismo traktujące o koszykówce w najlepszym wydaniu, czyli o NBA, trafiające w pustkę na rynku.

Moje pierwsze spotkanie z "MVP" nie było jednak przyjemne. Dokładnie mówiąc to nie było żadnego spotkania! Nie udało mi się dostać magazynu w żadnym miejscu, gdzie niby powinien być. Gdyby nie kolega studiujący w innym mieście (jeszcze raz – dzięki!) to pewnie w ogóle bym nie miał możliwości zagłębienia się w tekst. Dystrybucja konkretnie nawaliła. Nakład pierwszego numeru, z tego co słyszałem, też był malutki, bo podobno niecałe 7 tys.

Gdy "MVP" znalazło się już w moich rękach to po przekartkowaniu od razu rzuciła się w oczy grafika, która jest po prostu genialna! Zdjęcia (i inne grafiki) wspaniale dopasowane są do tekstu. Jest tego dużo, jest kolorowo, ale na pewno nie przytłacza tego co najważniejsze, czyli słowa pisanego. Osoba za to odpowiedzialna powinna dostać jakąś nagrodę specjalną.

W pierwszym numerze większość miejsca poświęcono oczywiście sprawą związanym ze startem nowego sezonu. Jest podsumowanie ostatnich rozgrywek, jest opis najważniejszych, letnich transferów, draftu oraz prognozy na sezon 2009/2010. W tej ostatniej części pokrótce przedstawiono sytuację każdego zespołu z podziałem na dywizje. Naprawdę dobra robota!

Są też działy, które będą zapewne stałym, comiesięcznym punktem magazynu "MVP". Po słowach naczelnego, spisie treści oczom czytelnika ukazuje się dział "Pod Koszem". Jest to zbiór przeróżnych ciekawostek, które faktycznie mogą zainteresować. Na dalszych stronach możemy znaleźć profil konkretnego gracza. Na pierwszy ogień poszedł Rajon Rondo. Jego historia została opisana bardzo interesująco. Poznałem kilka faktów o których nie miałem najmniejszego pojęcia. Mam nadzieję, że ten dział będzie cały czas utrzymywany na wysokim poziomie i w każdym nowym numerze będzie można zagłębić się w ciekawą historię kolejnego koszykarza. Dalej trafiłem na miejsce z którym wiąże spore nadzieje – "Oldschool". Redaktorzy mogą tutaj pisać o zawodnikach z dawnych lat, niezapomnianych meczach, wielkich rywalizacjach itd. Możliwości jest wręcz nieskończenie wiele. Bardzo lubię historię NBA, dlatego mam nadzieję, że to miejsce będzie dobrze wykorzystane. Teraz mogłem przeczytać o latach 80-tych, czyli czasach, gdy NBA wskoczyło na szczyt. Krótko zostały streszczone niemal wszystkie sezony z tej dekady. Jak dla mnie to nawet za krótko. Za bardzo skupiono się na streszczeniu, ale pewnie miejsce było dość ograniczone. Mimo wszystko miło się czytało. Na końcowych stronach znajduje się jeszcze taki dział jak "Kosz-Kultura". Można tutaj przeczytać o filmach, książkach, grach itp. związanych z koszykówką. Przydatne i ciekawe miejsce. Szczególnie biorąc pod uwagę, że traktuje nie tylko o nowościach, ale również o starszych produkcjach.

W "MVP" znalazło się również miejsce na plakaty. W dawnych czasach miałem obklejony niemal cały pokój podobiznami rożnych sportowców. Ten etap już za mną, ale jakiś czas temu jednak pomyślałem sobie, że fajnie byłoby mieć na ścianie jakiegoś bohatera rodem z NBA. "MVP" spadło jak z nieba. Niestety, ani LeBron, ani Wade nie należą do moich ulubieńców. Pozostaje poczekać na przyszły numer. Nie obraziłbym się również, gdyby z jednej strony plakatu znalazłaby się postać z przeszłości (ewentualnie jakieś sympatyczne cheerleaderki ;p).

Nie wspomniałem jeszcze nic o ludziach, którzy są odpowiedzialni za "MVP", więc najwyższa pora to zrobić. Gdy przed premierą spojrzałem na te nazwiska wiedziałem, że pismo jest skazane na sukces. Magazyn tworzą m.in.: ekipa ZawszePoPierwsze, Wojciech Michałowicz z C+, ekipa Supergiganta, Łukasz Cegliński oraz Hirek Wrona. Znałem tych ludzi głównie z publikacji w internecie i wiedziałem, że poniżej pewnego (wysokiego) poziomu nigdy nie zejdą. Większość tego grona pisze dla "MVP" również swoje felietony. Np. Panowie z Supergiganta na łamach "MVP" wskrzeszają swój legendarny i genialny cykl felietonów w stylu "Fruwając pod koszem" co mnie niezwykle cieszy. Pozostaje mieć nadzieję, że nikomu z tego grona nigdy nie zabraknie pomysłów na kolejne felietony.

Obecność Hirka Wrony w gronie redaktorów spotkała się jednak z pewną krytyką. Postać ta jest oczywiście o wiele bardziej kojarzona z muzyką niż z koszykówką. Zarzucano mu, że po prostu nie pasuje do profesjonalnego magazynu traktującego o koszykówce. Ja muszę jednak wziąć w obronę Pana H.W. Ekspertem na pewno nie jest, bo sam się do tego przyznaje pisząc słowa "A ja nie uważam się za żadnego eksperta – po prostu to lubię!". Mi osobiście jego teksty, w których oczywiście nie zapomniał o powiązaniach muzyki z koszykówką, miło się czytało. Prezentuje w nich spojrzenie fana, a nie jakiegoś fachowca, a odrobina takiego spojrzenia nic odbiera magazynowi, ale wręcz dodaje mu uroku. Hirka Wronę najpierw szanowałem za działanie w klimatach HH, później (jak się tylko dowiedziałem) za kibicowanie Lakersom, a teraz dodatkowo za pisanie w "MVP".

Jeśli już jestem przy głosach krytyki to pozostaje wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Pełna nazwa pisma to "MVP Basketball Magazyn". Niektórym przeszkadza użycie obok siebie zarówno polskiego jak i angielskiego słowa w tytule. Ja nie widzę w tym nic złego. To takie połączenie polskiego magazynu z amerykańskim (enbiejowskim) basketballem ;).

Warto zaznaczyć, że w pierwszym numerze "MVP" praktycznie w ogóle nie ma reklam. Oczywiście bardziej niż pewne, że w przyszłości to się zmieni. Mam jednak wielką nadzieję, że nie zrobi się z tego jakiś katalog reklamowy z drobnymi informacjami o koszykówce ;).

Gdy coś się robi to trudno ustrzec się błędów. Tak też było z ekipą "MVP". Chłopakom zdarzyło się kilka literówek itp. Błędów, ale to jest raczej sprawa normalna. Mnie szczególnie drażniło, że w całym magazynie ani razu nie znalazłem poprawnie napisanego nazwiska Kareem Abdul-Jabbar. Tzn. może ta forma stosowana w "MVP" (z jakimś dziwnym znaczkiem) jest poprawna, ale o wiele lepiej wygląda ta napisana normalnie.

Pora na kilka słów podsumowania. JEST DOBRZE. Tak można najkrócej napisać. Za niecałe 9 zł dostajemy 56 stron dobrej roboty. Trzeba jednak koniecznie zwiększyć nakład i rozwiązać problem z dystrybucją, bo inaczej może być krucho.

 

PS. Wszelkie informacje o magazynie "MVP" dostępne na stronie oficjalnej - mvp-magazyn.pl

sobota, 21 listopada 2009
Zagłosowałem na All-Star Game

Od jakiegoś czasu można już głosować na Mecz Gwiazd NBA. W tym roku, podobnie jak w kilku ubiegłych, oddałem głosy na swoich wybrańców.

Oto "moja ekipa":

ZACHÓD:

ASW West

Carmelo Anthony (Denver Nuggets) - prawdziwy lider Denver, wykonuje świetną pracę, więc otrzymuje mój głos.

Kevin Durant (Oklahoma City Thunder) - miło patrzeć jak ten zawodnik dojrzewa. Z miesiąca na miesiąc staje się co raz pewniejszy i Thunder mają z niego wiele pociechy.

Kobe Bryant (Los Angeles Lakers) - jak dla mnie to koszykarski kozak. MVP (obok Shaqa) ostatniego ASG, więc może teraz obroni ten tytuł?

Chris Paul (New Orleans Hornets) - nad tym wyborem zastanawiałem się najdłużej. Ostatecznie CP3 otrzymał mój głos. Jest świetnym rozgrywającym i to chyba nie podlega wątpliwości...

Andrew Bynum (Los Angeles Lakers) - w tym sezonie radzi sobie bardzo dobrze dlatego w moich oczach zasłużył na ASG. W nim cały czas drzemie spory potencjał.

 

WSCHÓD:

ASG East

Chris Bosh (Toronto Raptors) - w kanadyjskiej ekipie wykonuje świetną robotę. Jest groźny nie tylko pod koszem, ale również na półdystansie i nawet dystansie.

LeBron James (Cleveland Cavaliers) - w Cavs niemal wszystko jest ustawione pod niego, a LeBron sporo potrafi i dlatego warto go oglądać w akcji.

Dwyane Wade (Miami Heat) - w Miami zespół dzieli się na Wade'a i cała resztę. Prawdziwy lider i gwiazda.

Joe Johnson (Atlanta Hawks) - niezwykle cenię tego zawodnika. Hawks w dużej mierze dzięki niemu grają tak dobrze w tym sezonie.

Shaquille O'Neal (Cleveland Cavaliers) - to taki wybór sentymentalny. Po prostu ciężko sobie wyobrazić ASG bez Shaqa...

 

PS. Z poza listy głównych kandydatów wybrałem oczywiście Marcina Gortata ;).

piątek, 20 listopada 2009
Ambitny Szczęsny poluje na minuty

Niedawno zadebiutował w reprezentacji, ale cały czas mówi o swoich górnolotnych planach. Chce być po prostu najlepszy. Wojciech Szczęsny sprawia wrażenie niesamowicie ambitnego. Najważniejsze jest jednak to, że nie kończy tylko na słowach. Jest pewny siebie i ciężko pracuje. Wie, że musi grać, aby zrealizować swoje plany.

Jego obecnym klubem jest Arsenal Londyn. Niestety na razie nie ma tam co liczyć na regularne występy. Pozostaje jedynie granie w rezerwach. Dlatego właśnie ochoczo zgodził się na miesięczne wypożyczenie do Brentford. Zespół ten występuje w League One, czyli angielskiej, trzeciej klasie rozgrywkowej. Trener, Andy Scott, podobno zapowiedział, że przez ten miesiąc Szczęsny będzie nr 1 w bramce Pszczół. To dla tego chłopaka bardzo ważne. On musi zbierać minuty gry. Same treningi, nawet w najlepszym towarzystwie, nigdy nie dadzą tego co może dać regularne granie. Wojtek Szczęsny chce bronić w reprezentacji Polski na EURO 2012. Żeby tego dokonać musi zbierać cenne doświadczenie i zaliczać co raz więcej podobnych epizodów jak ten obecny w Brentford, ale poprzeczka musi być zawieszana co raz wyżej. Jeśli do czasu Mistrzostw Europy nie przebije się na stałe w Arsenalu rozsądne wydaje się całkowite przeniesienie do jakiegoś europejskiego średniaka. Wiem, że Szczęsny jest gotów to zrobić, mimo, że na pewno bardzo szanuje ekipę Kanonierów. Wszystko przez pogoń za minutami.

Wojciech Szczęsny

W ostatnim meczu Polska - Kanada młody Szczęsny nie miał zbyt wielu okazji na prezentacji swoich umiejętności, ale dwa dośrodkowania pewnie przechwycił. Wcześniej widziałem go kiedyś w młodzieżówce i też wywarł na mnie niezłe wrażenie. Wierzę, że może stać się w niedalekiej przyszłości naprawdę dobrym bramkarzem. Warto przypomnieć, że latem ubiegłego roku złamał na siłowni obydwie ręce, co w pewnym stopniu na pewno zahamowało jego rozwój. Na szczęście teraz jest już wszystko w porządku. Trzeba też podziwiać jego ambicje. Wydaje mi się, że wielu polskim piłkarzom niestety tego brakuje...

PS. Najbliższy mecz Brentford już jutro. Pszczoły podejmą Walsall o 15.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
Blogi Sportowe

Skopiuj CSS